Monday, 21 December 2009

Raport przedświąteczny. Nie do czytania przy jedzeniu.

-A wiesz, że zdejmowali mi całą rogówkę?
-To co, masz teraz wokół tęczówki szew z czerwonej nitki?
-No nieee wiem... Podobno całe oko wygląda jak przykryte soczewką barwiącą. Czerwoną.

Czyli: z dialogów telefonicznych z Młodym. Jadę do domu dopiero jutro, to jest czwartego dnia po jego operacji - może się nie rozpłaczę na widok tego wszystkiego. Może zwyczajnie nie będę miała na to czasu, aż do wieczora, który "u nas na wsi" jest zawsze długi, ciemny, cichy i spokojny. ZBYT spokojny.

Całe szczęście, znalazłam sobie rozrywkę na zbyt długie wieczory (zgadliście - ZNOWU mam popsuty kaloryfer w sypialni, i ZNOWU nie mogę spać): audiobooki tolkienowskie. Nie przypuszczałam, że będę sobie w ten sposób przypominać, na przykład, Władcę (a właściwie - odkrywać go na nowo, w oryginale), i że będę z tego zadowolona. A jestem. I jakoś wolniej chodzę po mieście, może właśnie wskutek zamiany rytmów latynoamerykańskich na stonowany głos lektora.

W okresie przedświątecznym planuję walkę z nowym przepisem kulinarnym (indyk z jadalnymi kasztanami w sosie żurawinowym), ubieranie choinki (Dlaczego.Zawsze.Ja?), i zakraplanie Młodemu wyżej wzmiankowanego oka cztery razy dziennie, albowiem mama nie jest na to dostatecznie odporna psychicznie. To, czy JA jestem, pozostaje kwestią otwartą. Ale ktoś musi, prawda?

A tak poza tym, to wczoraj upiekłam cztery blachy pierników, po czym poddałam się w obliczu przeważających sił wroga. Innymi słowy, został mi jeszcze prawie kilogram ciasta. Nic to - w nowym roku usiądę sobie w kuchni z ostrym nożem, i zacznę wykrawać jednorożce, gryfy i smoki, co przy moim absolutnym braku zdolności manualnych może dać co najmniej ciekawe rezultaty.

Życzę Wam spokojnego i radosnego Yule, drodzy. I oby rok 2010 był lepszy od tego paskudy, 2009.



PS. Stargard Szczeciński wywindował się na listę dziesięciu miast, z których najczęściej ogląda się mój blog. No, niech mnie gęś kopnie. Albo może lepiej nie.

PSS. Panowie, którzy zwinęli wiadomą tablicę z wiadomego obozu, pochodzą z województwa kujawsko-pomorskiego. Zawsze wiedziałam, że to naczelna siedziba złych mocy w tym kraju. Nie wyłączając T. oraz mnie, rzecz jasna.

PSSS. W nowym roku obiecuję wreszcie znaleźć sobie jakąś kozetkę.

Friday, 18 December 2009

Through the darkness and into the storm
(..)
quietly it crept and it changed us all.

Friday, 11 December 2009

Naszło mnie na fanfiki LOTRowe, a że w tym fandomie jakoś nie przepadam za slashem, ani za większością kanonicznych pairingów het, wiadomo, czym się to skończyło. (A jeśli twierdzicie, że nie wiadomo, to znaczy, że mnie w ogóle nie znacie...)

Różne rzeczy czytałam wczoraj wieczorem, zwinięta pod kołdrą z netbookiem na kolanach - i najbardziej zapadł mi w pamięć niezamierzony błąd jednej z autorek, która, opisując królewskie komnaty w Gondorze, napisała, że meble w głównym pomieszczeniu były nieliczne, i okryta plastikiem.

Poszłam spać rozchichotana, obudziłam się zziębnięta na dwie godziny przed wschodem słońca. Pierwszy raz od dawna nie śniłam o pracy, ani o innych złych i strasznych rzeczach.

Sunday, 6 December 2009

Chciałam tylko powiedzieć, że...

...po pierwsze, Boeing Boeing był szalenie zabawną i odprężającą farsą, a Cezary Kosiński wymiata i rządzi;

po drugie, posiadanie netbooka wpłynęło bardzo pozytywnie na mój zapał do tak zwanej pracy pisarskiej;

po trzecie, zbliżający się weekend dostarczy mi wielu stresu i przyprawi o chroniczny ból głowy, który będziemy leczyć 14. i 15. grudnia w Barcelonie, 16. w Chester, a 17. w Liverpoolu;

i wreszcie po czwarte [SPOILER JAK HUK; SIO, NAWET TEGO NIE OTWIERAJ]: czego się oni, ku*a, napalili? Panie Shore, ja wiem, że szósty sezon House'a sporej części fanów podoba się mniej niż poprzednie, ale to już chyba przesada jest, nie?!?

Saturday, 5 December 2009

Born of Hope

Obejrzawszy, w początkowej fazie grypy. Doobre. Proszę zresztą zajrzeć tutaj i sprawdzić. Mam ostatnio fazę tolkienowską, mogę być stronnicza.

Tak czy owak, zwróciłam uwagę na Arathorna (w tej roli Christopher Dane, autor scenariusza) i nieszczęśliwie (a jakże) zakochaną w nim dziewoję (Kate Madison, reżyser), po czym postanowiłam sprawdzić, czy coś jeszcze zrobili wspólnie. Ku mojej radości - owszem, tak.

Niniejszym, moi drodzy fani Dobrego Omenu: behold The Horsemen, czyli: co by było, gdyby Neil i Terry mieli pieniądze wyłącznie na wydanie fanzinu, i stwierdzili, że filmik im się bardziej opłaci. Przyjemności życzę. I komentować, z wrażeniami, if U pliz.

Monday, 30 November 2009

This thing is bloody brilliant.

And so true.



Your result for The Quick & Painless ENNEAGRAM Test...

5 - the Observer

Thanks for taking the test !

you chose BZ - your Enneagram type is FIVE (aka "The Thinker").


"I need to understand the world"


Observers have a need for knowledge and are introverted, curious, analytical, and insightful.



How to Get Along with Me


• Be independent, not clingy.


• Speak in a straightforward and brief manner.


• I need time alone to process my feelings and thoughts.


• Remember that If I seem aloof, distant, or arrogant, it may be that I am feeling uncomfortable.


• Make me feel welcome, but not too intensely, or I might doubt your sincerity.


• If I become irritated when I have to repeat things, it may be because it was such an effort to get my thoughts out in the first place.


• don't come on like a bulldozer.


• Help me to avoid my pet peeves: big parties, other people's loud music, overdone emotions, and intrusions on my privacy.



What I Like About Being a FIVE


• standing back and viewing life objectively


• coming to a thorough understanding; perceiving causes and effects


• my sense of integrity: doing what I think is right and not being influenced by social pressure


• not being caught up in material possessions and status


• being calm in a crisis



What's Hard About Being a FIVE


• being slow to put my knowledge and insights out in the world


• feeling bad when I act defensive or like a know-it-all


• being pressured to be with people when I don't want to be


• watching others with better social skills, but less intelligence or technical skill, do better professionally



FIVEs as Children Often


• spend a lot of time alone reading, making collections, and so on


• have a few special friends rather than many


• are very bright and curious and do well in school


• have independent minds and often question their parents and teachers


• watch events from a detached point of view, gathering information


• assume a poker face in order not to look afraid


• are sensitive; avoid interpersonal conflict


• feel intruded upon and controlled and/or ignored and neglected



FIVEs as Parents


• are often kind, perceptive, and devoted


• are sometimes authoritarian and demanding


• may expect more intellectual achievement than is developmentally appropriate


• may be intolerant of their children expressing strong emotions


Renee Baron & Elizabeth Wagele, The Enneagram Made Easy. Discover the 9 Types of People.


Harper: San Francisco, 1994, 161 pages


Sunday, 29 November 2009

Taniec z Gwiazdami a sprawiedliwość dziejowa.

Po pierwsze: z zasady nie oglądam telewizji, ale TzG jest jednym z nielicznych programów, które śledzę regularnie, ilekroć powracają na antenę. Jest to niejako zboczenie prawie-zawodowe: bądź co bądź spędziłam znaczną część ostatnich ośmiu lat na przeróżnych salach, oglądając treningi i turnieje z udziałem najlepszych tancerzy na świecie (i nie mówię tutaj wyłącznie o kategorii, w której tańczy Młody; kilka lat temu miałam przyjemność pracować przy organizacji Tokyo Open, turnieju klasy Blackpool).

Stąd wynika "po drugie": ośmielam się twierdzić, że trochę się na tańcu znam.

Jest i "po trzecie" - połowę późnego dzieciństwa i wczesnej młodości spędziłam w Buffo i Dramatycznym, na widowni i za kulisami. Były to czasy, kiedy niejakiej Nataszy Urbańskiej nawet się nie śniło śpiewanie czy aktorzenie. Została przyjęta do pracy jako tancerka, zgodnie ze swoim wykształceniem, i tancerką pozostawała, dopóki Janusz J. pozostawał w związku ze swoją pierwszą żoną. O tym, co się stało później, opowiadać nie będę, bo mnie niesmak ogarnia.

Po czwarte: dobrze, że wygrała Mucha. Należało jej się. A jeśli panu Januszowi skończyły się pomysły na spektakle, i próbuje ratować popularność Buffo lansując nową żonę w mediach, niech pójdzie po rozum do głowy i skupi się na, dajmy na to, działalności dobroczynnej. Wszystkim wyjdzie to na zdrowie - zwłaszcza niżej podpisanej, której przez ostatnie tygodnie robiło się niedobrze na widok wystudiowanego, "ach-jakże-skromnego" uśmiechu Urbańskiej. Niech jej ziemia lekką będzie.