Showing posts with label Alex Kingston. Show all posts
Showing posts with label Alex Kingston. Show all posts

Wednesday, 10 July 2013

Hello, sweetie, czyli Alex i ja

Przypuszczam, że niektórzy z Was wiedzą już, gdzie będę spędzać sobotni wieczór za tydzień z haczykiem.
Tak jest. W Manchesterze.
Nie darowałabym sobie, gdybym przegapiła Alex Kingston w roli Lady M. Moje obsesyjne oddanie dla tej kobiety liczy się na lata - mniej-więcej piętnaście tychże, gdyby się bliżej zastanowić - i możliwość zobaczenia jej na żywo, w klasycznym repertuarze, nie mogła przejść mi koło nosa. (Szczególnie biorąc pod uwagę, że Kingston ma za sobą pracę nad trzema sztukami pana ze Stratford, i - całkiem niedawno - rolę Siostry Oddziałowej w Locie nad kukułczym gniazdem, którego też nie dane mi było obejrzeć.)

Ale nie o tym miało być.
Miało być o tym, że w ubiegły weekend nawiedziła mnie Mari, która wyznała, że nigdy nie widziała niczego (filmu, serialu etc.) z Alex. Wyznanie to sprowokowało mnie do zastanowienia się, co można by polecić osobie chcącej zapoznać się z filmografią Ms. K., a dysponującej, z uwagi na tzw. Prawdziwe Życie, ograniczonymi zasobami czasu.

Stąd też: poniższa lista Absolutnych Alex Kingston Must-See Films/TV Series (spisywana celem zapomnienia o jutrzejszym egzaminie i wizycie u lekarza, uch). Kolejność przypadkowa, albowiem nie podejmuję się różnicować jakościowo - nie przy obecnym stanie moich nerwów.

Ostry dyżur, sezon 4. Alex cieszyła widzów swoją obecnością przez dobrych dziesięć sezonów, ale dla mnie osobiście początki jej 'kariery' w roli Elizabeth Corday są zdecydowanie najlepsze. Po pierwsze, czy wiecie, że romans Lizzie z Bentonem był pierwszym tak otwarcie zaprezentowanym związkiem międzyrasowym w amerykańskiej telewizji? Otóż, był. W połowie lat dziewięćdziesiątych. Niewyobrażalne. Poza tym, Alex flirtująca z Clooneyem, grająca w darty i jedząca jajko (tak!!) należy do widoków, które trudno zapomnieć. O.

Fortunes and Misfortunes of Moll Flanders. Tego też nie będziemy w stanie zapomnieć... Znane są przypadki "poważnych" aktorów i scenarzystów brytyjskich, którzy do dziś rumienią się na wspomnienie swojej pierwszej styczności z Moll. Idealna pozycja (sic!) na długie, jesienne wieczory - raczej samotne, a zresztą: może wcale nie? Aczkolwiek "zainspirowane" towarzystwo może prowadzić do przerw w oglądaniu. Co wcale nie musi być takie złe... (O matko, to była prawdopodobnie najbardziej oględna recenzja Moll jaką kiedykolwiek napisałam. Brawo dla mnie.)

Sordid Things (do obejrzenia w całości na YouTube). Alinearna oś czasu, pokomplikowana intryga, i Kingston oszukująca przeróżne wredoty. Ciekawa rzecz, nawet bardzo. Mniam.

Hope Springs. Co się stanie, gdy cztery byłe pensjonariuszki zakładu penitencjarnego znajdą się w posiadaniu ogromnej kasy, i bez możliwości opuszczenia kraju (czasy sprzed strefy Schengen)? Ano, różne ciekawe rzeczy się zadzieją. Nie jestem pewna, czy mała miejscowość w Szkocji jest na to przygotowana...

Upstairs, Downstairs, nowa wersja, sezon 2. Mam mocno mieszane uczucia względem nowego UD (klasyczne uwielbiam), ale nie wobec dr Blanche Mottershead. Blanche jest urocza, i chcę jej płaszcz. Może być z zawartością... ;)

DoKTOr. (Podoba mi się taka wersja polskiego tytułu DW, co ja poradzę?) River Song jest... specyficzna. Można ją uwielbiać, można też (podobno) jej nie znosić. Tak czy owak, silne emocje - gwarantowane. A jakie ona nosi buty... Jejku, jej.


I to tyle dobrego, przynajmniej na początek. Potem można zacząć się wgłębiać w Marchlands, albo Lost in Austen, albo Boudicę, albo ubolewać nad brakiem pierwszoplanowych ról filmowych w karierze Alex. Ale - nie traćmy nadziei. Ostatecznie Kingston ma dopiero 50 lat, a wygląda i zachowuje się jak typowa Władczyni Czasu. Przy dobrych wiatrach, będę ją oglądać w premierowej roli siedząc w domu spokojnej starości. Czego sobie i Państwu życzę... ;))