Showing posts with label gail carriger. Show all posts
Showing posts with label gail carriger. Show all posts

Monday, 25 February 2013

Szyk i Szpiegostwo

- albo: witamy z powrotem, panno Carriger.

W ubiegły weekend pożarłam najnowszą książkę panny C., Etiquette & Espionage (tłumaczenie tytułu moje, copyright etc.): w pewnym sensie prequel do Protektoratu Parasola, w którym napotykamy kilka znajomych postaci (Sidheag Maccon, przyszła Lady Kingair, w wieku lat trzynastu - urocze, bardzo urocze) i dowiadujemy się, że nie każda tak zwana finishing school edukuje młode damy wyłącznie w temacie eleganckiego dygania i wdzięcznego trzepotania rzęsami. Co to, to nie.

U panny Carriger, finishing school (ciekawie zresztą umiejscowiona, ale o tym sza!) naucza przede wszystkim tego, co sugeruje swą nazwą. Wykańczania.

Innymi słowy: nauczysz się tam, jak ładnie dygnąć, a przy okazji wbić swojemu adwersarzowi sztylet pod nerkę. (Sztylet z rękojeścią z kości słoniowej rzeźbioną w margerytki, rzecz jasna.) Dowiesz się również, jak zaplanować przyjęcie na dwadzieścia osób, biorąc pod uwagę nie tylko konieczność nabycia kotletów jagnięcych za w miarę przystępną cenę, ale również strychniny w ilości wystarczającej na wywołanie "lekkiej niestrawności" u ni mniej, ni więcej, tylko połowy zaproszonych gości. Przyznacie sami, że są to umiejętności, których posiadanie wybitnie wpływa na poprawę jakości życia każdej nowoczesnej kobiety.

Całość podana z odświeżającą nutką humoru, doprawiona mechanicznym jamnikiem na parę (świetnie się sprawdzającym jako alternatywa dla termoforu) i ciemnoskórym młodzieńcem wzbudzającym niespodziewane zainteresowanie głównej bohaterki. Polecam serdecznie. Kolejny tom w przyszłym roku - a w listopadzie powrót do przygód Prudence Maccon Akeldama, co również wybitnie mnie cieszy. Hej, ho!

Tuesday, 3 April 2012

Gail mnie inspiruje...

Widzę u niej co najmniej kilka zestawów, które chętnie bym na siebie założyła. Ech...

Cóż poza tym? Byłam na weekend w Trójmieście, w wybitnie miłym towarzystwie (i z Cioteczką M. się widziałam!), i wróciłam najedzona, roześmiana, i zainspirowana rozlicznymi formami typografii. Mniam, powiadam Państwu. Dobrze na mnie wpływa to miejsce, i to towarzystwo. Trzeba będzie poważnie pomyśleć o relokacji.

Tymczasem zaś piszę, czytam, gapię się na Tumblr i piszczę z zachwytu nad czerwonym (!) filmem do średniego formatu, który M. przysłała mi z Berlina. I słucham szkockich piosenek, inspirując się do stworzenia kolejnego rozdziału Kompletnie Niepotrzebnego Opowiadania, Które Wydaje Się Sprawiać Ludziom Przyjemność.

I czy wspominałam, że popełniam morderstwo na własnym portfelu, i jadę jednak do Edynburga, starzeć się z godnością? I że obcięłam włosy, i teraz kompletnie nie rozumiem, jak mogłam wytrzymywać z długimi?...

To teraz już wiecie o wszystkim, co się dzieje w moim życiu.

No, może poza tym, że uczę się nowych zwrotów od pewnego Nietoperza. "Wy...", i tak dalej.

Dobrego tygodnia, moi mili!

Friday, 23 March 2012

Notka?... Notka!

A bo komentarz Dis przypomniał mi, że nie piszę.

Nie piszę, bo czytam opowiadania George'a R.R. Martina o Judaszu Iskariocie (dobre! bardzo dobre!) i kończę Fabrykę muchołapek (zakręcone jak słoik, o Żydach i o Łodzi, więc potrójnie genialne), myślę, że napisałabym coś dziejącego się w Judei pod okupacją rzymską (i coś tam skrobię w tym kierunku), przeglądam zdjęcia z długiego weekendu (sierpniowego) w Gdańsku, słucham The Smashing Pumpkins i kupuję lodówkę na raty, bo stara postanowiła zakończyć naszą współpracę.

I cieszę się, że muffinki smakowały. Nawet jeśli mówi mi się, że jestem niedobra... ;)



Aha, i cytuję Timeless, bo przecież obiecałam:

"He dinna act like Alpha."
All Lyall's attention was on Biffy; he barely glanced at the Kingair Alpha. "He does in some areas," he replied.


I tak, tu chodzi o to, co myślicie. Ha!

PS. Dis! Czytałaś "Soulless"? Bo jeśli nie, to może Ci pożyczę przez PP?...

Saturday, 17 March 2012

Beannachtaí na Féile Pádraig!

Czy coś w tym stylu. Dużo dobrego piwa spożywajcie, zieleńcie się i bądźcie weseli. Ja wybieram się do miasta w zielonym płaszczyku - a jutro upiekę ciasto czekoladowe z Guinnessem, bo właśnie wpadł mi w ręce przepis. Ha!

Wczoraj zrobiono krzywdę mojemu prywatnemu komputerowi, który aktualnie działa jedynie w trybie awaryjnym. Sprawdziłam, ma dwa trojany. Na szczęście wygląda na to, że przeżyje kurację/reinstalację systemu. A dane udało mi się ocalić, o.

Poza tym, zostało mi 70 stron do końca Timeless: jestem absolutnie rozkochana w wątku Biffy'ego, sama nie wiem, kiedy mi się ta książka przeczytała, i nie mam pojęcia jak przeżyję prawie półtora roku do premiery drugiej serii. Ciężko będzie, moi mili. Prawie tak ciężko, jak doczekać się Republiki złodziei po połknięciu obu wcześniejszych tomów w rekordowym czasie (w tym drugiego w oryginale, bo był o 10 złotych tańszy od tłumaczenia. I'm Scottish/Irish/some kind of Celt, and proud of it).

No, nic. Pójdę chyba rysować sobie koniczynkę na twarzy, czy coś. W końcu: jak się bawić, to się bawić...

I niech ktoś poza mną przeczyta Timeless! Albo pozwólcie mi zamieścić jeden cokolwiek spoilerujący cytat, dobrze?...

Tuesday, 6 March 2012

Bring me the head of the Disco King

Tak, proszę Szanownych Czytelników, to jest nowa notka. Pokłony, pokłony!...

Cóż mię powstrzymywało przed pisaniem? Niby nic, a jednak: całe mnóstwo spraw. Tak zwane prawdziwe życie, w którym dostałam kolejną wiadomość elektroniczną i załamałam się trochę, a następnie moją depresję pogłębił fakt niezdania przez Młodego poprawki z warunku. Ma jeszcze opcję egzaminu komisyjnego, ale jeśli i tu powinie mu się noga, wyleci z uczelni z wielkim hukiem - na semestr przed licencjatem. A sytuacja finansowa moich rodziców jest na tyle kiepska, że nie ma mowy o żadnej uczelni prywatnej. No, pięknie, no.

Poza tym jest jeszcze świat wirtualny, ostatnio obecny w moim życiu głównie w postaci Tumblra. I pisanie jest również. I Scott Lynch: drugi tom sagi o Niecnych Dżentelmenach czytam w oryginale, albowiem kopia anglojęzyczna kosztowała o 11 złotych mniej niż tłumaczenie. (I'm Scottish and proud of it.)

I paczka moja amazonowa jest również, od wczoraj: Timeless, The Minority Council, ścieżka dźwiękowa z Tinker Tailor Soldier Spy, oraz Soulless - the Manga. Tę ostatnią pozycję połknęłam wczoraj, i zakochałam się w graficznej reprezentacji Lorda Akeldamy. Bardzo bym chciała, żeby gdzieś, kiedyś, w równoległym wszechświecie, zagrał go David Tennant. To tyle.

Timeless natomiast pojedzie ze mną w delegację w przyszłym tygodniu. W zasadzie najchętniej rzuciłabym się czytać już teraz, ale, po pierwsze - czytam Lyncha, a po drugie - to jest ostatnia część cyklu. Dalej już nic nie będzie. (Znaczy, będzie drugi cykl, dwutomowy, ale dopiero w przyszłym roku...) Dlatego odkładam tę przyjemność, jak długo się da. Aczkolwiek nie mogę już wytrzymać tego suspensu. Czy Biffy i......? Jak myślicie?

Poza tym - Meryl dostała Oscara, pocałowała Colina po raz kolejny, i złamała mi serce, znowu. Uwielbiam tę kobietę, naprawdę.

I zrobił się marzec. W marcu jadę w delegację. A potem wracam, i świętuję Patryka - nie w Dublinie, niestety. A za cztery miesiące będę już miała trzydzieści lat. To jakieś straszne jest, moi mili...

Tuesday, 11 October 2011

Heartless, indeed...

Skończyłam czwartą część "Protektoratu Parasola" (dziwnie mi to jakoś brzmi po polsku...), i jestem załamana.

Załamanie moje wynika bezpośrednio z faktu ukończenia lektury, i konieczności oczekiwania na Timeless aż do wiosny przyszłego roku. Nie mam pojęcia, jak to zniosę.

Albowiem, krótko i zwięźle: była to zdecydowanie moja ulubiona część cyklu. Być może na odbiór treści nasunął się rosnący wpływ steampunkowego w swym klimacie Coperniconu, jesienna aura za oknem czy moje ostatnie zakupy (zegarek na łańcuszku, klipsy z pseudo-mosiądzu etc.): nie wiem, nie zastanawiam się nad tym. W tej chwili ważne jest dla mnie jedynie to, że pomimo celowego marudzenia nad książką i odkładania jej na bok celem maksymalnego wydłużenia czasu lektury, połknęłam całość błyskawicznie, zanosząc się gromkim śmiechem i w cichości ducha zanosząc petycje o ekranizację do Mocy, Które Są. Nie będę Wam opowiadać, o czym traktuje ten tom: powiem tylko, że moja nieśmiała miłość do profesora Lyalla wybuchła z pełną mocą, że Alexia i ja wpadłyśmy dokładnie na ten sam pomysł względem pewnego wykluwającego się w bólach (?!) związku romantycznego, i że po raz pierwszy znajduję dobry sposób na przetłumaczenie tytułu na polski.

Albowiem, mili moi, Heartless powinno zostać przełożone jako Bezwzględna.
Nie powiem więcej ani słowa, bo to i tak był taki spoiler, jak stąd do Irkucka. I z powrotem.