O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni majowy -
dość drobny, lecz gęsty, zagłusza rozmowy;
kurtyną wilgoci okrywa ogrody
i moczy narzędzia, ogniska, z brzóz kłody
- to wszystko, co człowiek w beztroskim ferworze
w sobotę wieczorem zostawił na dworze,
by rankiem świątecznym, miast leżeć i kisnąć,
móc pielić, drwa rąbać, grillować z rodziną...
Cóż, plany się rypły - niedziela znów z głowy.
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni majowy...
dość drobny, lecz gęsty, zagłusza rozmowy;
kurtyną wilgoci okrywa ogrody
i moczy narzędzia, ogniska, z brzóz kłody
- to wszystko, co człowiek w beztroskim ferworze
w sobotę wieczorem zostawił na dworze,
by rankiem świątecznym, miast leżeć i kisnąć,
móc pielić, drwa rąbać, grillować z rodziną...
Cóż, plany się rypły - niedziela znów z głowy.
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni majowy...
Obudziłam się wczoraj o wpół do ósmej rano z tym czymś w głowie, i nie udało mi się zasnąć, dopóki nie zeszłam na dół po pamiętnik i skrupulatnie wszystkiego nie zanotowałam. (Brakuje mi rymów dokładnych: wstyd!) Później słuchałam ścieżki dźwiękowej z gry Wiedźmin, i doszłam do wniosku, że byłby z tego fenomenalny pejzaż muzyczny do Silmarillionu, gdyby komukolwiek zachciało się sfilmować tę pozycję. Cały dzień pod znakiem Chwil wolności Virginii; wpadłam w rezonans z autorką, z którą mam o wiele za dużo wspólnego - czerpię z jej dzienników inspirację i przestrogę zarazem.
Zmusiłam mamę do obejrzenia fragmentu Downton Abbey na TVN Style (Alu! Wiedziałaś?!) - chyba zaskoczyło, i bardzo prawidłowo.
W sobotę byliśmy na Tuwimie dla dorosłych: na zmianę wyłam ze śmiechu, popadałam w zadumę i audiofilskie stany zachwycenia. A Bal w Operze z muzyką Możdżera jest po prostu... nie-do-o-pi-sa-nia. Polecam Państwu serdecznie: Teatr Roma, Scena Nova.
A teraz jestem sama w domu, popijam kawę z syropem Irish Cream, i czekam z utęsknieniem na trzecią sesję finałowego meczu MŚ w Sheffield. Judd Trump jest genialny, tyle Państwu powiem.
I miłego dalszego ciągu majówki życzę, pomimo niesprzyjającej aury...