Showing posts with label sumire no hana. Show all posts
Showing posts with label sumire no hana. Show all posts

Wednesday, 9 June 2010

Ommmmatko, ale będzie jatka!

Miałam napisać jeszcze kilka słów o Haken no Oscar, i o tym że postać Komu okazała się przepysznym (do zjedzenia łyżką, with a cherry on top, i pisząc to wiem, że Tenel połamie mi wszystkie kości :P) przykładem Black Bitch from Hell - ale w tak zwanym międzyczasie z mroków zapomnienia wychynęła inna BBfH, w nowej, ulepszonej wersji, i przyćmiła wszystko.

Ladies and gentlemen, Sonya Blade is back in town.



Totalna jatka. Połowę filmu będę oglądać przez palce, bo się bojam. I co z tego, pytam? I tak pójdę...

Tuesday, 8 June 2010

-Czym się pani zajmuje w życiu?
-Jestem programowo nieogarnięta...

Tak mniej-więcej można by streścić mój ostatni tydzień. Miałam pojechać do 3miasta na dwie doby, pojechałam na jedną - ponieważ własnoręcznie dokonałam na sobie kontuzji. (Torbą.) Bolało. Aż się Zagadkowy zainteresował, niech go gęś kopnie (innymi słowy, moje 'porywy sercowe' zmieniają kierunek nawet nie z dnia na dzień, ale wręcz z godziny na godzinę. I co? I nic, świat się przez to nie kończy).

Wracając do meritum: w Gdańsku było przepysznie (również dosłownie: kto nigdy nie jadł Bailey-misu* Ali, niech żałuje!), kolorowo i CIEPŁO, a że do końca weekendu cierpiałam na niedobory snu - to wyłącznie nieistotny efekt uboczny ;)

Raz jeszcze bardzo dziękuję wszystkim obecnym, i polecam się na przyszłość :))

Resztę weekendu w moim wykonaniu sponsorował katar sienny. Pytanie: czy topola uczula? Słyszałam na ten temat przeróżne rzeczy, a fakt jest taki, że jak ze świństwa leci, to mi nos zatyka i drażni śluzówkę nawet w takich miejscach, w których bym się nie podejrzewała o jej posiadanie. I nie, niczego w tym miejscu nie kojarzymy z Bonhartem ;P

Z innej beczki: wróciła mi stara obsesja, za co obwiniam wyłącznie Komu. Gwoli wyjaśnienia - wszystko zaczęło się od wymigiwania się od nauki do testu, i oglądania japońskich dram, w których rzeczona Komu wygląda, na przykład, tak (trochę kiepska jakość, ale mimo tego: od 1:05, proszę - Melon, łocz dys, pliz):


Ładne, prawda? Taka właśnie wersja Komu stała się przyczynkiem do obejrzenia kilku klipów/fragmentów wywiadów/przedstawień, za którymi tęskniłam, nawet o tym nie wiedząc. A potem załączył mi się chochlik, i zaczęłam pisać coś, w czym kiedyś byłam dobra (sądząc z reakcji czytelników). A jeszcze później otworzyłam sobie książkę socjologiczną, zakupioną w Maruzenie podczas wizyty Mari w Fukuoce.

Innymi słowy, przeszła mi blokada na japoński, zakładana uparcie przez mojego szefa, i całą gromadkę innych Japończyków, z którymi mam do czynienia w życiu zawodowym. I o mamo, jak się cieszę, że przeszła :)))

Na zakończenie tej wybitnie chaotycznej, acz optymistycznej notki (zupełnie jak moje samopoczucie ostatnimi czasy ;)) - ankieta otwarta: mam się ufarbować już w tym tygodniu, czy poczekać z tym do "po warsztatach"? Bo nie wiem ;/

Miłego dnia Państwu życzę.



* Jedyne, co mi przyszło na myśl w formie określenia dla tiramisu wzbogaconego taką ilością Baileysa :)))