Jakiż ten Smuteczek był uroczy... Panu Maciejowi Stuhrowi wielkie należą się podziękowania za powołanie do życia tak uroczego bytu. Oby się tylko nie okazało, że byt pobył chwileczkę i zaraz odszedł w nie-byt: skoro bowiem zebrało się tak zdolną i kreatywną ekipę, grzechem byłoby ją teraz rozpuścić na cztery i więcej wiatrów, czyż nie?
Tomasz Kot był dla mnie objawieniem w kategorii: Mężczyzna Wcześniej O Umiejętność Śpiewania Nie Podejrzewany, Śpiewa, I Czyni To Nad Wyraz Sprawnie. Ania Dąbrowska zaśpiewała O, Romeo!, wywołując u mnie nieodpartą potrzebę zwinięcia się w kłębek na jakimś parapecie, w towarzystwie koca, książki, i kubka kakao. Panowie Stuhr i Małecki prezentowali się nienagannie w surdutach i spodniach sztuczkowych, przyprawiając pierś moją o unoszenie się westchnieniami za dawno minionemi czasami męskiej elegancji w wydaniu proponowanym przez Szarmanta. I ten język... te piosenki... ten świat, przy którym (na którym?) się, poniekąd, wychowałam, i do którego wracam jak do domu.
Piękne, proszę Państwa, piękne.
Święta minęły mi poza tym na obsesyjnym czytaniu książek natury lekkiej i przyjemnej, napisanych smakowicie i o szybsze bicie serca mnie przyprawiających. W tej chwili pochłaniam wynurzenia globtroterskie panów Manna i Materny, ocierając co chwila łzy szczerego śmiechu - a w kolejce czeka Miłoszewski, i Prokop z Hołownią, i Niedźwiedź, który Esther do koperty nie mieści się.
I ręcznik cieplutki, kąpielowy dostałam. I smoczą ścierkę donaczynną. I drugi tom "Poczytaj mi, mamo", ten z opowieścią o zarozumiałej łyżeczce: tak, mili moi, mama kupiła mi skondensowaną wersję moich ulubionych bajek z dzieciństwa, których oryginały tata dawno temu wyniósł był na śmietnik (czego do dziś do końca przebaczyć mu nie mogę).
I odcinek świąteczny mojego pasjami ulubianego ostatnio serialu obejrzałam - i choć coś mi zgrzyta (ale nie wiem, co), bardzom rada, że pewne wątki zostały wreszcie doprowadzone do tego, co się wydaje końcem być szczęśliwym.
I jeszcze stada ozdobników, epitetów i neologizmów obudził ten Smuteczek w moim uśpionym rozumku - miejcie więc na uwadze, że będę Was nimi atakować przez czas jakiś. Wytrzymacie?...
Dobrej końcówki roku Wam życzę, i umykam do kina.
Showing posts with label pan jeremi. Show all posts
Showing posts with label pan jeremi. Show all posts
Tuesday, 27 December 2011
Saturday, 2 October 2010
Joanna podesłała mi to.
Taki mam trzepot serca w związku z tym, bardzo na tak, ale i trochę na nie, bo przecież rodziny, i dzieci, i zawsze ktoś cierpi w takim układzie, najczęściej - ktoś niewinny. Ale z drugiej strony jest miłość, i bycie razem na tak wielu płaszczyznach, że wszystko inne staje się nieważne. I może tak właśnie powinno być, żeby powstawały wszystkie te piosenki, wiersze i opowieści, od których boli nas w środku tak mocno, mocno, w sam raz.
Ta akurat piosenka wcale nie musi być o Tym. Ale mogłaby.
A teraz włączę sobie "Zielono mi".
Taki mam trzepot serca w związku z tym, bardzo na tak, ale i trochę na nie, bo przecież rodziny, i dzieci, i zawsze ktoś cierpi w takim układzie, najczęściej - ktoś niewinny. Ale z drugiej strony jest miłość, i bycie razem na tak wielu płaszczyznach, że wszystko inne staje się nieważne. I może tak właśnie powinno być, żeby powstawały wszystkie te piosenki, wiersze i opowieści, od których boli nas w środku tak mocno, mocno, w sam raz.
Ta akurat piosenka wcale nie musi być o Tym. Ale mogłaby.
A teraz włączę sobie "Zielono mi".
Subscribe to:
Posts (Atom)