Showing posts with label phyllis logan. Show all posts
Showing posts with label phyllis logan. Show all posts

Tuesday, 17 July 2012

Blog? Jaki blog?...

Ja się już kompletnie nie odnajduję, moi mili.
Powinnam się wyprowadzić z Tumblra. To złe miejsce jest, ów Tumblr. I dziwnych ludzi się tam poznaje. (Wspaniałych i uroczych, owszem też, ale jedna dziwna osoba potrafi kompletnie wyprowadzić człowieka z równowagi.)

Ale nic to. Trzeba zagryźć zęby, i raz wreszcie pomyśleć o sobie. Staram się być dobrą przyjaciółką, ale nic nie poradzę na to, że ktoś sobie roi mrzonki i lubuje się w jojczeniu na temat własnej nieszczęśliwości. Nie każcie mi dźwigać ciężaru świata na ramionach, bo nie podołam. Jestem tylko człowiekiem, kochani.

Z zupełnie innej beczki: Szkocja i północna Anglia to są te miejsca, w których mogłabym mieszkać choćby od jutra, i nie żałowałabym emigracji ani przez moment. Wszystko mi tam pasuje. Ludzie. Pogoda. (Tak!) Powietrze, od którego kręcą mi się włosy. Pejzaż za oknem. Muszę tam wrócić, po prostu MUSZĘ. Imperatyw kategoryczny.

A poza tym, dostałam zdjęcie z dedykacją od Phyllis, wywalczone dla mnie przez znajomą - i drugie, już takie 'standardowe', w odpowiedzi na mój list z LUTEGO. Niech żywi nie tracą nadziei, co? ;) Pięknie jest, powiadam Państwu. Aczkolwiek... czasami czuję, że jestem już za stara na to wszystko. Na GIFy. Na migające światełka. Na podskoki i piski. Na bycie tzw. crazy fangirl. I to wcale nie dlatego, że skończyłam tyle lat, ile skończyłam: raczej dlatego, że w tej chwili moje priorytety rozkładają się nieco inaczej.

I nie przepraszam za to. Prędzej czy później i tak dopadnie mnie ochota na skakanie po pokoju. Być może z całkiem innego powodu - ale o tym sza, nie zapeszajmy...

Tuesday, 14 February 2012

Jeszcze nie umarłam.

A przynajmniej - takie sprawiam wrażenie, albowiem oddycham, chodzę, kaszlę, czasami mówię, od czasu do czasu coś spożywam... Wiecie, o co chodzi.

Poza tym mam rozgrzebane cztery książki, jeden fanfik do skończenia (ten najbardziej "wyczerpujący" emocjonalnie dopisałam do końca - Esther, słyszysz?...), parę mglistych nie-fanfikowych pomysłów do zapisania, i szefa z paranoją i syndromem upierdliwości przednówkowej. Bo chyba zaczyna się powoli ten przednówek, czy nie?...

Poza tym, jest mgliście. I widziałam Żelazną damę z absolutnie genialną Meryl - Kopciuszkiem 2012, oraz Artystę, który był bardzo ładny, elegancki i w ogóle taki, jak lubię - choć Szpieg jest jednak jakiś taki bardziejszy.

Aha, i na zakończenie, z okazji święta patrona epileptyków i nerwowo chorych: poster autorstwa Mel. Przyjemności życzę!