Jak przyjemnie spędzić czwartkowy wieczór w jednym prostym kroku: iść do kina na przedpremierowy pokaz On Stranger Tides.
Kilka kultowych tekstów ("I support the missionary's position!"; "Co, starszy pan nie może mieć hobby?!"; "Alright, feelings, damn you!", etc.). Świetne nowe postacie (Czarnobrody! O mamo...). Genialne role epizodyczne (Captain Teague!!!), w tym jakieś 25 sekund Judi Dench. Dobra muzyka: znane motywy, plus przyjemny kawałek na otwarcie, plus Rodrigo y Gabriela - ahh, bliss!
Innymi słowy, idźcie i zobaczcie - pomimo 3D i kilku nie-do-końca-przekonywujących motywów, film daje radę. O.
Tymczasem jesteśmy właśnie w trakcie bardzo trudnego (z fandomowego punktu widzenia) tygodnia: większość oglądanych przeze mnie seriali weszła w hiatus, albo uczyni to w ciągu najbliższych dni. Z jednej strony, lato daje człowiekowi możliwość zapoznania się z rzeczami, które trzyma w pudełku z tyłu głowy, oznakowanym "Kiedyś Na Pewno To Obejrzę" (BSG), ale z drugiej - jak to? mam CZEKAĆ, żeby się dowiedzieć, co będzie dalej z moimi ulubionymi bohaterami?!... Kompletny bezsens.
W ramach uporządkowania sytuacji, mój osobisty Best Of z ostatnich (tygo)dni - z pominięciem wszystkich spoilerów, które można/trzeba pominąć:
1) Po Dziurki W Nosie, albo: I po co nam kolejny sezon? - House. Nigdy nie przypuszczałam, że takie słowa padną kiedyś z moich ust, ale enough is enough, Mr. Shore. Szczególnie że bez Lisy zanosi się na bryndzę.
2) Oh No They Didn't!, albo: Swobodny opad szczęki - The Big Bang Theory. Tutaj nie da się nic powiedzieć bez zdradzania zakończenia, więc zmilczę. Ale zadowolona nie jestem.
3) Cliffhanger, Or What?, albo: Uniesienie brwi - Castle. Dobrze, że pewne rzeczy zostały w końcu wypowiedziane, ale odcinek sprawiał wrażenie przeładowanego emocjonalnie, a przez to był cokolwiek męczący.
4) Piękne Zamknięcie, albo: 30 sekund radości - Bones. Wielkie brawa dla scenarzystów, którym udało się upiec przy jednym ogniu trzy pieczenie: inkorporację rzeczywistości do serialu, zadowolenie fanów, i utrzymanie wiarygodności bohaterów. Tak się powinno wykonywać tego typu posunięcia, panie Shore. Będzie pan uprzejmy wyciągnąć naukę na przyszłość (choć w sumie na tym etapie pomoże nam to jak umarłemu kadzidło).
5) Getting It Going, albo: Dzieci i windy - The Good Wife. Tu także zmilczę, bo brak mi słów. O.
6) Jeszcze Nie Kończymy, albo: Nowe horyzonty - Body of Proof / Mortal Kombat: Legacy. Albowiem w obu gra Jeri Ryan, a poza tym: w BoP jest Dana Delany, a w MK:L - bohaterowie mojego wczesnego nastolęctwa. I jeszcze Game of Thrones, bezdyskusyjnie najlepszy debiut serialowy ostatnich tygodni.
A jeżeli komuś się wydaje, po lekturze powyższego zestawienia, że nudzę się w pracy, niech pospiesznie zamilknie i nie wychyla się z podobnymi herezjami. Pierwszy w miarę spokojny przeżyty tydzień od WIEKÓW. Aż nabrałam ochoty na posprzątanie mieszkania w sobotę.
Miłego weekendu Wam życzę! (Chyba, że jednak będzie koniec świata; w którym to wypadku: miło było Was znać... ;))
Showing posts with label house md. Show all posts
Showing posts with label house md. Show all posts
Friday, 20 May 2011
Tuesday, 9 February 2010
9 to 5, and we're NOT talking Dolly Parton!
When I grow up, I want to be Lisa Cuddy. And I seem to be on the right track: we both read Isabel Allende ;D
Purrr-fect episode. Go, Lisa. I'm totally gay for you.
Purrr-fect episode. Go, Lisa. I'm totally gay for you.
Monday, 7 December 2009
Chciałam tylko powiedzieć, że...
...po pierwsze, Boeing Boeing był szalenie zabawną i odprężającą farsą, a Cezary Kosiński wymiata i rządzi;
po drugie, posiadanie netbooka wpłynęło bardzo pozytywnie na mój zapał do tak zwanej pracy pisarskiej;
po trzecie, zbliżający się weekend dostarczy mi wielu stresu i przyprawi o chroniczny ból głowy, który będziemy leczyć 14. i 15. grudnia w Barcelonie, 16. w Chester, a 17. w Liverpoolu;
i wreszcie po czwarte [SPOILER JAK HUK; SIO, NAWET TEGO NIE OTWIERAJ]: czego się oni, ku*a, napalili? Panie Shore, ja wiem, że szósty sezon House'a sporej części fanów podoba się mniej niż poprzednie, ale to już chyba przesada jest, nie?!?
po drugie, posiadanie netbooka wpłynęło bardzo pozytywnie na mój zapał do tak zwanej pracy pisarskiej;
po trzecie, zbliżający się weekend dostarczy mi wielu stresu i przyprawi o chroniczny ból głowy, który będziemy leczyć 14. i 15. grudnia w Barcelonie, 16. w Chester, a 17. w Liverpoolu;
i wreszcie po czwarte [SPOILER JAK HUK; SIO, NAWET TEGO NIE OTWIERAJ]: czego się oni, ku*a, napalili? Panie Shore, ja wiem, że szósty sezon House'a sporej części fanów podoba się mniej niż poprzednie, ale to już chyba przesada jest, nie?!?
Wednesday, 18 November 2009
Jejku, jej, jak mawiała pewna czarodziejka. Usiadłam sobie wczoraj na kanapie w pozycji lotosu, i obejrzałam raz jeszcze, na spokojnie, The Hunt for Gollum.
I jestem bardzo, bardzo zadowolona z faktu, że kolejny film tej ekipy, Born of Hope, będzie miał swoją premierę już pierwszego grudnia.
Wiadomo, THFG wywołuje miejscami mieszane uczucia (że zacytuję koleżankę z forum: To ma być Aragorn? Be-rzyyy-dal!; poza tym jestem nastawiona cokolwiek sceptycznie do idei Arweny made in India), ale generalnie szacun, czapki z głów i głęboki pokłon dla całej ekipy. Czułam się jakbym oglądała genialnie napisany fanfik, sfilmowany przez zdolnych i kreatywnych przyjaciół autora, którzy podczas pracy nad filmem niejeden kufel półtoraka z rzeczonym autorem obalili. I dzięki im za to.
A wiecie, kto mi zwrócił uwagę na istnienie THFG? Mój ojciec, który na sam dźwięk słowa 'fantastyka' dostaje krwawych wybroczyn. Dziękuję, Tato.
PS. Teamwork mniam. Dużo bardziej mniam niż Known Unknowns, IMHO.
I jestem bardzo, bardzo zadowolona z faktu, że kolejny film tej ekipy, Born of Hope, będzie miał swoją premierę już pierwszego grudnia.
Wiadomo, THFG wywołuje miejscami mieszane uczucia (że zacytuję koleżankę z forum: To ma być Aragorn? Be-rzyyy-dal!; poza tym jestem nastawiona cokolwiek sceptycznie do idei Arweny made in India), ale generalnie szacun, czapki z głów i głęboki pokłon dla całej ekipy. Czułam się jakbym oglądała genialnie napisany fanfik, sfilmowany przez zdolnych i kreatywnych przyjaciół autora, którzy podczas pracy nad filmem niejeden kufel półtoraka z rzeczonym autorem obalili. I dzięki im za to.
A wiecie, kto mi zwrócił uwagę na istnienie THFG? Mój ojciec, który na sam dźwięk słowa 'fantastyka' dostaje krwawych wybroczyn. Dziękuję, Tato.
PS. Teamwork mniam. Dużo bardziej mniam niż Known Unknowns, IMHO.
Wednesday, 28 October 2009
Umpararara.
Posiadanie zredukowanych do minimum spojówek owocuje dwudziestoma minutami płaczu w drodze do pracy. Pod słońce. Pomimo fotochromów. Jak miło. Ale przynajmniej wyrzuciłam z siebie partię łez, która w innym wypadku zostałaby wyzwolona przez napad histerii lub bezsensowną emocjonalność. Wierzcie mi, wiem, co mówię.
Dziecko się dowiedziało, że pociąg z Warszawy do Wiednia kosztuje w najlepszym razie 58 EUR, a w najgorszym 600 PLN w obie strony. Samolot? Jaki samolot...?
Zamyślałam się dzisiaj. Chyba było mi to potrzebne.
Rzeczy, które napisałam wiele miesięcy/lat temu, wracają do mnie tej jesieni z bardzo dziwnym oddźwiękiem. Dobrym, owszem, ale dziwnym.
(Pamiętacie fantazję House'a o striptizie w wykonaniu Cuddy? Właśnie oglądam wydłużoną wersję tej sceny. OMG. Komuś linka?)
Dziecko się dowiedziało, że pociąg z Warszawy do Wiednia kosztuje w najlepszym razie 58 EUR, a w najgorszym 600 PLN w obie strony. Samolot? Jaki samolot...?
Zamyślałam się dzisiaj. Chyba było mi to potrzebne.
Rzeczy, które napisałam wiele miesięcy/lat temu, wracają do mnie tej jesieni z bardzo dziwnym oddźwiękiem. Dobrym, owszem, ale dziwnym.
(Pamiętacie fantazję House'a o striptizie w wykonaniu Cuddy? Właśnie oglądam wydłużoną wersję tej sceny. OMG. Komuś linka?)
Labels:
all the small things,
far far away,
house md,
writing
Tuesday, 20 October 2009
Hot-for-the-Teacher-Thing
In other words, my Spanish class is being taught by David Tennant's twin... and House rocks. Those of you who saw the newest episode shall know why my post is titled the way it is. Those of you who haven't seen it yet... please go and do. You know you want to ;)
Wednesday, 14 October 2009
Wpis numer 201, podobno.
Dobrze było wczoraj: drinki firmowe w Lizardzie (gdzie oni chowają to tabasco, bo nie wiem?), poprawione martini w Moskwie (brr....), dużo gadania ("Czemu w T. nie ma klubów gejowskich? Zawsze do takich chodzę za moją żoną i jej przyjaciółmi", by J.), sprowadzanie mnie na złą drogę ("You're just too easy") - po czym spieszny powrót do domu, gdzie wciąż filtruje się nalewka. Pyszna wyszła, nawiasem mówiąc.
Pani Ania walczy z chorobą. Ja walczę z pracą. Kończę książkę o kobietach chasydów, słucham glam rocka, a śnią mi się wizje rzeczywistości idealnej, w której najbardziej bucowaty Japończyk w naszej firmie staje się nagle miły i uroczy. Talk about wishful thinking...
Aha - wczoraj przed wyjściem do miasta rozprawiłyśmy się z A. z butelką wina, oglądając Instant Karma. Ponownie utwierdziłam się w przekonaniu, że wszystko jest ze mną w porządku, skoro nawet trzydziestoletnia, dzieciata mężatka dostaje ślinotoku na widok Lisy E. ;)
Dobrze było wczoraj: drinki firmowe w Lizardzie (gdzie oni chowają to tabasco, bo nie wiem?), poprawione martini w Moskwie (brr....), dużo gadania ("Czemu w T. nie ma klubów gejowskich? Zawsze do takich chodzę za moją żoną i jej przyjaciółmi", by J.), sprowadzanie mnie na złą drogę ("You're just too easy") - po czym spieszny powrót do domu, gdzie wciąż filtruje się nalewka. Pyszna wyszła, nawiasem mówiąc.
Pani Ania walczy z chorobą. Ja walczę z pracą. Kończę książkę o kobietach chasydów, słucham glam rocka, a śnią mi się wizje rzeczywistości idealnej, w której najbardziej bucowaty Japończyk w naszej firmie staje się nagle miły i uroczy. Talk about wishful thinking...
Aha - wczoraj przed wyjściem do miasta rozprawiłyśmy się z A. z butelką wina, oglądając Instant Karma. Ponownie utwierdziłam się w przekonaniu, że wszystko jest ze mną w porządku, skoro nawet trzydziestoletnia, dzieciata mężatka dostaje ślinotoku na widok Lisy E. ;)
Tuesday, 29 September 2009
Epic Fail
OMG. OMG. OMG.
Lisa Cuddy, how I missed thee.
The whole kitchen scene -- oh, please, more!
Ain't gonna write no more, or somebody will chop my head off...
Am a happy person with a Killer Bicycle, strained muscle (a leftover after a nasty car accident A.D. 1997), and a HL/LE obsession.
Oh, and please take a look at this (and the following six parts from the same user):
EDIT.
A meme, because I'm bored at work.
What was the last thing you put in your mouth? A piece of celery.
Where was your profile picture taken? In my parents' garden.
Name somebody who made you laugh today. People from MM Fans forum.
If you could move somewhere else, would you? Sure.
Ever been kissed under fireworks? Guh. I don't do overratedly romantic stuff.
Do you believe exes can be friends? After staying apart for some time, sure, why not. But only after both parties got fully over it. See - me and W.N.
When was the last time you cried really hard? Don't remember. I don't cry much, which is probably the reason for my being so tense recently.
Was yesterday better than today? Yes, because I didn't go to work, and could leave both my phones in silent mode. No, because there was no House to watch.
Can you live a day without TV? I can live 5 days a week. Except Thursdays and Sundays.
Are you upset about anything? Currently, I'm annoyed about many things.
Do you think relationships are ever really worth it? Are we talking romantic relationships? Then, no, in 99,9% of cases. And it's an objective opinion, based on many years of experience, and observing other people's lives.
Are you a bad influence? Don't think so. Jordan is, however; he got me smoking last Thursday, while I really shouldn't do it anymore.
Night out, or night in? Depends on the day, my mood, the company, and the type of alcohol being served.
How do you feel about your life right now? Pretty good, actually.
Do you hate anyone? I don't do hate. I do being hurt and idsappointed with people.
Has anyone called you perfect before? Yes. They got to regret it later on.
What song is stuck in your head? The Fray, All at Once.
Someone knocks on your window at 2 a.m., whom do you want it to be? Since I'm no Cuddy, and there's no House wandering around, I'd go with... let's see... At the moment, Sally Dexter, or He Who Shall Not Be Named.
Lisa Cuddy, how I missed thee.
The whole kitchen scene -- oh, please, more!
Ain't gonna write no more, or somebody will chop my head off...
Am a happy person with a Killer Bicycle, strained muscle (a leftover after a nasty car accident A.D. 1997), and a HL/LE obsession.
Oh, and please take a look at this (and the following six parts from the same user):
EDIT.
A meme, because I'm bored at work.
What was the last thing you put in your mouth? A piece of celery.
Where was your profile picture taken? In my parents' garden.
Name somebody who made you laugh today. People from MM Fans forum.
If you could move somewhere else, would you? Sure.
Ever been kissed under fireworks? Guh. I don't do overratedly romantic stuff.
Do you believe exes can be friends? After staying apart for some time, sure, why not. But only after both parties got fully over it. See - me and W.N.
When was the last time you cried really hard? Don't remember. I don't cry much, which is probably the reason for my being so tense recently.
Was yesterday better than today? Yes, because I didn't go to work, and could leave both my phones in silent mode. No, because there was no House to watch.
Can you live a day without TV? I can live 5 days a week. Except Thursdays and Sundays.
Are you upset about anything? Currently, I'm annoyed about many things.
Do you think relationships are ever really worth it? Are we talking romantic relationships? Then, no, in 99,9% of cases. And it's an objective opinion, based on many years of experience, and observing other people's lives.
Are you a bad influence? Don't think so. Jordan is, however; he got me smoking last Thursday, while I really shouldn't do it anymore.
Night out, or night in? Depends on the day, my mood, the company, and the type of alcohol being served.
How do you feel about your life right now? Pretty good, actually.
Do you hate anyone? I don't do hate. I do being hurt and idsappointed with people.
Has anyone called you perfect before? Yes. They got to regret it later on.
What song is stuck in your head? The Fray, All at Once.
Someone knocks on your window at 2 a.m., whom do you want it to be? Since I'm no Cuddy, and there's no House wandering around, I'd go with... let's see... At the moment, Sally Dexter, or He Who Shall Not Be Named.
Saturday, 26 September 2009
Koniec września to chyba dobry moment na podejmowanie decyzji. Kończy się lato, smażę powidła i zastanawiam się, jak, gdzie i z kim przeżyć zimę. Nie lubię sprawiać nikomu przykrości, nawet jeśli odbywa się to moim kosztem, ale po wszystkich przygodach zaserwowanych mi przez rok pański 2009 dochodzę do wniosku, że muszę odzyskać równowagę, poczuć, że mam jakąkolwiek kontrolę nad tym, co się dzieje. Że moje uczucia i postanowienia są tylko i wyłącznie moje.
Przydałby mi się teraz doktor Nolan do odgadania różnych kwestii, o.
Innymi słowy - tak, Sio, widziałam, co miałam widzieć :) I nie, nie przyznaję się do zarażania kogokolwiek jelitówką!
W czwartek pojechałam na wieczorną nasiadówkę na Gocławiu, jutro zabieram państwa K. do teatru, z okazji trzydziestolecia. Bagdad Cafe, tuż po premierze. Jestem zadowolonym zwierzakiem.
Przydałby mi się teraz doktor Nolan do odgadania różnych kwestii, o.
Innymi słowy - tak, Sio, widziałam, co miałam widzieć :) I nie, nie przyznaję się do zarażania kogokolwiek jelitówką!
W czwartek pojechałam na wieczorną nasiadówkę na Gocławiu, jutro zabieram państwa K. do teatru, z okazji trzydziestolecia. Bagdad Cafe, tuż po premierze. Jestem zadowolonym zwierzakiem.
Labels:
all the small things,
house md,
theater madness
Tuesday, 5 May 2009
Blessed be the Americans, for they tell us where to safely watch House M.D., without having to wait until tonight.
This episode was absolutely epic. Can't believe the season ends next week.
Drive by Dawn Landes
You've had a hard time living with a hard heart.
You hardly feel a thing and you don't know where to start.
It's all that you want and you want, you want, but it won't change a thing.
'Cause it won't be long, it won't be long, it won't be long, long
You can make it safe.
It won't go away. It's coming after you all day, surrounding.
When you look at me that way, I don't have a thing to say,
But it just found me.
Drive. C'mon, c'mon and drive.
C'mon, c'mon and drive...
Maybe it's bad luck, living one life for long.
When you leave everything, it's so hard to go home.
It won't go away. It's coming after you all day, surrounding.
When you look at me that way, I don't have a thing to say,
But it just found me. I can't walk away.
Drive....
I can't walk away.
I can't walk away.
Just sail away.
This episode was absolutely epic. Can't believe the season ends next week.
Drive by Dawn Landes
You've had a hard time living with a hard heart.
You hardly feel a thing and you don't know where to start.
It's all that you want and you want, you want, but it won't change a thing.
'Cause it won't be long, it won't be long, it won't be long, long
You can make it safe.
It won't go away. It's coming after you all day, surrounding.
When you look at me that way, I don't have a thing to say,
But it just found me.
Drive. C'mon, c'mon and drive.
C'mon, c'mon and drive...
Maybe it's bad luck, living one life for long.
When you leave everything, it's so hard to go home.
It won't go away. It's coming after you all day, surrounding.
When you look at me that way, I don't have a thing to say,
But it just found me. I can't walk away.
Drive....
I can't walk away.
I can't walk away.
Just sail away.
Sunday, 3 May 2009
Friday, 1 May 2009
Wszystkie problemy aprowizacyjne współczesnego świata zostałyby rozwiązane, gdyby komuś udało się zamienić ludzkiej poczucie niesprawiedliwości dziejowej w odnawialne źródło energii.
Obejrzałam 5x22, i nie wiem, czy mogę coś napisać, bo a) może jeszcze nie wszyscy widzieli, i b) pewnie jeszcze nie wszyscy znaleźli ten-specjalny-klip na stronie oficjalnej... Ale nawet, jeśli nie mogę nic napisać, mogę się do siebie pouśmiechać. Nie powiem, jaki to uśmiech.
Lektury bieżące: Nazywam się Czerwień (Turcja! Miniaturzyści!) i Hija de la fortuna (cudowna jak wszystkie pozostałe tej autorki).
A teraz, skoro już dokonałam aktu przemocy na rodzinie (zabrałam z półek w Domu na Wsi WSZYSTKIE swoje książki, plus kokeshi, plus DVD), mogę zacząć sprzątać dom i gotować obiad na dwa dni. Po coś w końcu ma się ten długi weekend, no :/
Obejrzałam 5x22, i nie wiem, czy mogę coś napisać, bo a) może jeszcze nie wszyscy widzieli, i b) pewnie jeszcze nie wszyscy znaleźli ten-specjalny-klip na stronie oficjalnej... Ale nawet, jeśli nie mogę nic napisać, mogę się do siebie pouśmiechać. Nie powiem, jaki to uśmiech.
Lektury bieżące: Nazywam się Czerwień (Turcja! Miniaturzyści!) i Hija de la fortuna (cudowna jak wszystkie pozostałe tej autorki).
A teraz, skoro już dokonałam aktu przemocy na rodzinie (zabrałam z półek w Domu na Wsi WSZYSTKIE swoje książki, plus kokeshi, plus DVD), mogę zacząć sprzątać dom i gotować obiad na dwa dni. Po coś w końcu ma się ten długi weekend, no :/
Tuesday, 27 January 2009
I'm keeping things in, really not ready to talk about it all. We're saying good-bye tonight, which WILL be hard. I hardly eat anymore.
I write like a person possessed, read even more, and watch SAG awards videos over and over (in case you haven't yet seen Meryl run down the room like a crazy person--and give the most beautiful speech ever--or Hugh kiss Lisa, who looked absolutely gorgeous in that red gown, please refer to YouTube, or LJ communities such as house_cuddy or dvlwears_prada). I need to re-establish my life, pick up the pieces.
Always up for a challenge.
I write like a person possessed, read even more, and watch SAG awards videos over and over (in case you haven't yet seen Meryl run down the room like a crazy person--and give the most beautiful speech ever--or Hugh kiss Lisa, who looked absolutely gorgeous in that red gown, please refer to YouTube, or LJ communities such as house_cuddy or dvlwears_prada). I need to re-establish my life, pick up the pieces.
Always up for a challenge.
Tuesday, 20 January 2009
God bless you, Lisa.
And just to calm somebody down:
The Interviewer: Plus, Hugh isn’t exactly hard on the eyes.
LE: I think Hugh is very sexy. I mean, he’s a married man sexy. I don’t want anyone to get the wrong idea. But no, he’s beautiful. And mostly because he is extremely bright and very well educated, great to talk to, has a really interesting point of view. He’s just a real man. He feels like a real man. Not a lot of them around...
Damn right.
And just to calm somebody down:
The Interviewer: Plus, Hugh isn’t exactly hard on the eyes.
LE: I think Hugh is very sexy. I mean, he’s a married man sexy. I don’t want anyone to get the wrong idea. But no, he’s beautiful. And mostly because he is extremely bright and very well educated, great to talk to, has a really interesting point of view. He’s just a real man. He feels like a real man. Not a lot of them around...
Damn right.
Thursday, 11 December 2008
Wednesday, 10 December 2008
Tee-hee!
(W. should know where the title comes from...)
People from 54 countries have read my House story on ff.net. Honestly... Sri Lanka, or Paraguay?! Greg's power is unmistakable.
I'm not sure how many people read it on LJ, but hey, meeting Egg, an UAM graduate studying forensic medicine in Glasgow, who's crazy about House and Pink Floyd, AND has invited me to come over anytime next year*, is more than enough.
Back to my book now.**
EDIT:
Moje zdjęcie Opery Garnier zostało ponoć zakwalifikowane do internetowego przewodnika po Paryżu. O jejku, jej.
* I've been thinking about going to Scotland again next summer, and now I've got myself a free invite. How awesome is that?
** Yes, I'm presently at work.
People from 54 countries have read my House story on ff.net. Honestly... Sri Lanka, or Paraguay?! Greg's power is unmistakable.
I'm not sure how many people read it on LJ, but hey, meeting Egg, an UAM graduate studying forensic medicine in Glasgow, who's crazy about House and Pink Floyd, AND has invited me to come over anytime next year*, is more than enough.
Back to my book now.**
EDIT:
Moje zdjęcie Opery Garnier zostało ponoć zakwalifikowane do internetowego przewodnika po Paryżu. O jejku, jej.
* I've been thinking about going to Scotland again next summer, and now I've got myself a free invite. How awesome is that?
** Yes, I'm presently at work.
Tuesday, 9 December 2008
I feel emotionally exhausted, prone to eating too much chocolate and numb every time I finish writing something new -- especially something that's been nagging me all previous night.
And you know what? I love feeling this way.
The musical theme for today is Jimmy Buffett:
Santa's stressed out as the holiday season draws near
He's been doing the same job now going on two thousand years
He's got pains in his brain and chimney scars cover his buns
He hates to admit it, but Xmas is more work than fun
He needs a vacation from bad decorations and snow
Mr. Claus has a has escape plans, a secret that only he knows
Beaches and palm trees appear night and day in his dreams
A break from his wife, half-frozen in life
The elves and that damn reindeer team
Ho, ho, ho and a bottle of rum
Santa's run off to the Caribbean
He thinks about boat drinks and fun in the sun
Ho, ho, ho and a bottle of rum...
...and so on.
And I'm alone in my office, with my new hair color (Thorn ALWAYS brings the brunette out of me), reading books and sipping Earl Grey. I say: nice!
And you know what? I love feeling this way.
The musical theme for today is Jimmy Buffett:
Santa's stressed out as the holiday season draws near
He's been doing the same job now going on two thousand years
He's got pains in his brain and chimney scars cover his buns
He hates to admit it, but Xmas is more work than fun
He needs a vacation from bad decorations and snow
Mr. Claus has a has escape plans, a secret that only he knows
Beaches and palm trees appear night and day in his dreams
A break from his wife, half-frozen in life
The elves and that damn reindeer team
Ho, ho, ho and a bottle of rum
Santa's run off to the Caribbean
He thinks about boat drinks and fun in the sun
Ho, ho, ho and a bottle of rum...
...and so on.
And I'm alone in my office, with my new hair color (Thorn ALWAYS brings the brunette out of me), reading books and sipping Earl Grey. I say: nice!
Labels:
all the small things,
house md,
music and lyrics,
writing
Friday, 5 December 2008
Kiedy (...) choroba czytania weźmie organizm we władanie, tak go osłabia, iż staje się podatny na tę drugą zarazę, co drzemie w kałamarzu i ropieje w gęsim piórze. Nieszczęśnik zabiera się do pisania. O ile u człowieka ubogiego, który nie posiada nic prócz krzesłu i stołu pod cieknącym dachem, jest to znośne – nie ma on bowiem w końcu wiele do stracenia – o tyle dola człowieka bogatego, który ma domy, bydło i czeladź, osły i pościel, a pisze książki, jest w najwyższym stopniu godna pożałowania. Zatraca on smak tego wszystkiego; jest dźgany gorącym żelazem, zjadany przez robactwo. Oddałby ostatni grosz (tak złośliwy jest bakcyl), żeby napisać jedną książczynę i zyskać sławę; a przecież wszystko złoto Peru nie kupi skarbu jednej zgrabnej linijki. Zapada więc na suchoty, strzela sobie w łeb, twarzą do ściany. Nie ma zresztą dla niego znaczenia, jak go znajdą. Przeniknął bramy śmierci i zaznał płomieni piekła.
Zaczęłam oglądać czwarty sezon wiadomego serialu, i już wiem, czemu Amber zyskała sobie ksywkę Cutthroat Bitch. Nie ma lepszego sposobu opisania jej charakteru. Przaśnie!, jak by to powiedziała Anulka.
Rodzice kupili mi coś na gwiazdkę! I nie jest to rzecz wybrana/zasugerowana przeze mnie! Co się stało ze świecką tradycją: „Mamo, kupiłam sobie to i to, możecie mi oddać pieniądze”? Jestem cokolwiek zaskoczona. Pozytywnie, mam nadzieję.
Wczoraj pożyczyłam im pieniądze. Niniejszym moja rodzina jest mi winna (ogółem) pięciocyfrową kwotę, zaczynającą się od trójki. I ja mam w tej sytuacji kupować mieszkanie, tak?! Ojej.
Virginia Woolf; Orlando
Zaczęłam oglądać czwarty sezon wiadomego serialu, i już wiem, czemu Amber zyskała sobie ksywkę Cutthroat Bitch. Nie ma lepszego sposobu opisania jej charakteru. Przaśnie!, jak by to powiedziała Anulka.
Rodzice kupili mi coś na gwiazdkę! I nie jest to rzecz wybrana/zasugerowana przeze mnie! Co się stało ze świecką tradycją: „Mamo, kupiłam sobie to i to, możecie mi oddać pieniądze”? Jestem cokolwiek zaskoczona. Pozytywnie, mam nadzieję.
Wczoraj pożyczyłam im pieniądze. Niniejszym moja rodzina jest mi winna (ogółem) pięciocyfrową kwotę, zaczynającą się od trójki. I ja mam w tej sytuacji kupować mieszkanie, tak?! Ojej.
Thursday, 27 November 2008
Thursday, 20 November 2008
Wizyty kontrahentów to jednak bardzo przyjemna okoliczność. Żeby nie było – nie przepadam za parzeniem kawy, ale belgijskie czekoladki, które się później dostaje, rekompensują mi konieczność przebywania w jednym pomieszczeniu z szalejącym ekspresem.
Dzisiejszy dzień sponsorują trzy otwarte pliki wordowskie, pozytywne wieści w sprawie kredytu (kupuję mieszkanie całkiem sama, nie biorąc od rodziców ani złotówki – trochę dumna z siebie jestem) biografia Chagalla i mnóstwo pięknych obrazów.
Hello, my life, how I’ve missed you...
ETA:
And yet again, House combined with M*A*S*H proves to be the OTP :)))
From a press interview with Hugh and RSL:
Q: What exactly is the need that Wilson satisfies in House?
Leonard: Why do all your questions sound vaguely dirty?
Laurie: Let me answer the question. One thing House needs Wilson for is vanity. He needs someone to laugh at his jokes. If a tree falls in the forest and Wilson doesn't hear it, does it make a noise? House needs an audience as much as he needs patients for his clinical skills. And I must point out, the jokes aren't simple comic relief. They're quite profound. House's ability to find humor in the absurd, whether it's during an influenza outbreak, let's say, or in the privacy of his own mind, helps House cope with the daily traffic of human misery that runs through the hospital. And he needs Wilson to be the foil for those thoughts.
Leonard: It's sort of the way Hawkeye and Trapper John used to work on M*A*S*H. Hawkeye was more audacious, but he needed the grounded one, Trapper, to be fully understood.
Well, IMHO it was my darling BJ who's been the 'grounded' one, but who am I to argue? The facts are clear, though -- combining my two favorite TV series gives a perfect coctail. With an olive on a toothpick, yummy!
Dzisiejszy dzień sponsorują trzy otwarte pliki wordowskie, pozytywne wieści w sprawie kredytu (kupuję mieszkanie całkiem sama, nie biorąc od rodziców ani złotówki – trochę dumna z siebie jestem) biografia Chagalla i mnóstwo pięknych obrazów.
Hello, my life, how I’ve missed you...
ETA:
And yet again, House combined with M*A*S*H proves to be the OTP :)))
From a press interview with Hugh and RSL:
Q: What exactly is the need that Wilson satisfies in House?
Leonard: Why do all your questions sound vaguely dirty?
Laurie: Let me answer the question. One thing House needs Wilson for is vanity. He needs someone to laugh at his jokes. If a tree falls in the forest and Wilson doesn't hear it, does it make a noise? House needs an audience as much as he needs patients for his clinical skills. And I must point out, the jokes aren't simple comic relief. They're quite profound. House's ability to find humor in the absurd, whether it's during an influenza outbreak, let's say, or in the privacy of his own mind, helps House cope with the daily traffic of human misery that runs through the hospital. And he needs Wilson to be the foil for those thoughts.
Leonard: It's sort of the way Hawkeye and Trapper John used to work on M*A*S*H. Hawkeye was more audacious, but he needed the grounded one, Trapper, to be fully understood.
Well, IMHO it was my darling BJ who's been the 'grounded' one, but who am I to argue? The facts are clear, though -- combining my two favorite TV series gives a perfect coctail. With an olive on a toothpick, yummy!
Subscribe to:
Posts (Atom)