Showing posts with label lost in translation. Show all posts
Showing posts with label lost in translation. Show all posts

Monday, 15 November 2010

Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułam dziś, że wychodzę na prostą. Psychicznie i fizycznie. Brak gorączki, ustąpienie PMS-u u szefa (skłonna jestem przypuszczać, że cierpi on na tę dolegliwość co najmniej dwa razy w miesiącu), realna szansa na odzyskanie danych z japońskiego laptopa, który wczoraj odmówił posłuszeństwa, profesjonalnie przeprowadzona akcja ratunkowa w mojej toalecie (dzięki której dowiedziałam się, że nie ma co liczyć na tzw. 'fachowców' - lepiej od razu uderzać do przyjaciół): no, pięknie jest, Panie i Panowie. Jeszcze chwila, i zostanę optymistką.

Unlikely, jak mawiał Sherlock. Ale pomarzyć - dobra rzecz.

Młody miał się wczoraj rozmówić z dziumdzią: nie udało się, z winy czynników zewnętrznych. Za dobrze go wychowaliśmy - twierdzi, że nie będzie kończył z nią współpracy przez maila, za honorowy jest na to. I tak się to ciągnie i ciągnie, zamiast umrzeć śmiercią nagłą i gwałtowną. Cóż, poczekamy jeszcze trochę.

Z zupełnie innej beczki: ubiegły tydzień zszedł mi na czytaniu Anno Dracula, z którym miałam okazję zapoznać się pobieżnie w czasach licealnych, po czym na długo zapomniałam o jego istnieniu. Jak się okazało, poniekąd słusznie: o ile bowiem sam pomysł mi się podoba, o tyle tłumacza powiesiłabym na najbliższym drzewie, za poślednie ziobro. Drogi tłumaczu, to, co się dzieje z człowiekiem, który staje się wampirem, to na pewno NIE jest "zwrot", ani tym bardziej "zwrócenie". A co za tym idzie, fraza "to be turned" niekoniecznie musi zostać przełożona jako "zostać zwróconym". Nie mówiąc już o innych 'kfiatkach', które atakowały mnie z co drugiej strony, nie pozwalając ponapawać się smaczkami w rodzaju wampirzego elegancika, desperującego nad zniszczeniem mu marynarki, i noszącego nazwisko de Lioncourt... Krótko mówiąc, podczas lektury towarzyszyły mi tak zwane mieszane uczucia, z kategorii "teściowa wpada do rzeki twoim nowym samochodem". Bardzo męczące doświadczenie.

A propos męczących doświadczeń - wyszłam dziś z domu o siódmej pięćdziesiąt, wrócę zapewne przed północą. Jak ja się dałam w to wpakować...?

Miłego popołudnia Wam życzę.