Showing posts with label zet-pe-te. Show all posts
Showing posts with label zet-pe-te. Show all posts

Tuesday, 27 May 2014

Trochę się pochwalę...

...bo Sepulka powiedziała, że ładne.

Zrobiłam sobie notes/dziennik/pamiętnik, ponieważ w jednym z zamówień scrapbookingowych, które robiłam w ostatnich miesiącach, trafił mi się zestaw papierów, z którym nie byłam w stanie się rozstać. Tak więc: okładka z papieru 7 Dots Studio "Wonderland - Mad Tea Party", w środku papiery z zestawu BoBunny "Autumn Song Mini" oraz trochę różnych inszych resztek. Wstążka retro z opcją "przedłużenia" dziennika. Serce na okładce: HK Gallery, z serii dodatków "Holmes in Love". O. :)










Monday, 5 May 2014

Dzień dobry, co panna czyta?

Poproszono/zaproszono mnie do wyspowiadania się z nawyków i nałogów czytelniczych. Proszęż uprzejmie, i zachęcam do podobnych wynurzeń tych, co jeszcze takowych nie poczynili (ale bądźmy szczerzy, czy ktokolwiek taki jeszcze tu zagląda? Nie zdaje mnie się.)

A zatem.
Jeśli o formę idzie - nie mam czytnika, wciąż biję się z myślami o zakupie takowego i pogłębiam skoliozę nosząc książki w torebce. (ZAWSZE mam książki w torebce. I pamiętnik. I ołówek. I temperówkę.) Zaczynam wiele książek na raz, przeskakuję między nimi i czasami tygodnie całe mijają między rozpoczęciem a zakończeniem lektury. Korzystam z bibliotek, pożyczam znajomym i od znajomych. Niedoczytane/niepolubione książki wystawiam na Allegro. Kupuję na zapas, co skutkuje posiadaniem dwóch podwójnie zastawionych półek z książkami własnymi, na które jeszcze nie miałam czasu. Czytuję pliki wordowskie w pracy, gdy czas na to pozwala - czasami po to, żeby "nadgonić" coś, co czeka na mnie w domu, czasami dlatego, że mam dostęp jedynie do wersji, khem, khem, zapożyczonej z sieci. Do tego dochodzi lektura fanfików: mam to szczęście, że w moich fandomach znalazłam kilkoro fenomenalnych autorów, do których wracam z dużą regularnością. Czytam w wannie, bo lubię. Czytam w środkach komunikacji miejskiej oraz samochodzie rodzinnym (we własnym, co właśnie się sprzedaje na części, słuchałam audiobooków). Po polsku, angielsku, japońsku, incydentalnie (znowu fanfiki) po hiszpańsku i rosyjsku. Rano, przed wyjściem do pracy lub w słoneczne sobotnie poranki, po południu przy herbacie, na balkonie z papierosem i kieliszkiem wina. Nie zaginam rogów, oduczyłam się bazgrania długopisem, ale we własnych książkach zakreślam cytaty ołówkiem i dopisuję własne komentarze na marginesach. Używam zakładek, które nabywam drogą kupna lub sama sobie robię, o, tak:
Nie kończę książek, które mnie nużą i/lub są źle (z gramatycznego, stylistycznego, fabularnego punktu widzenia) napisane. Do fantastyki, szczególnie polskiej, podchodzę z dystansem i długo szukam, zanim zdecyduję się coś przeczytać/kupić. Mam słabość do dzienników, biografii i listów. Reportaże - wybiórczo, ostatnio Theroux i Gimlette. Jestem wierna wybranym autorom, ale i otwarta na nowości: dla przykładu, w ubiegłym roku natrafiłam na Karpowicza i przeczytałam od ręki wszystko, co napisał. Felietony, satyry, fraszki, teorie translatorskie i językoznawcze. Na Weltschmerz Joyce, od niedawna w oryginale (z lekkim bólem głowy). Poezja: baaardzo rzadko. Horrory raczej nie, kryminały w drodze wyjątku. Tak zwana literatura kobieca, lekka, łatwa i przyjemna - proszę bardzo, najchętniej w chorobie, pod kakao i twarożek z cukrem i śmietaną. Steampunk, urban fantasy, sagi nordyckie, powieści dziejące się w dwudziestoleciu międzywojennym i wieku XIX. w Polsce i Anglii: zawsze. Clavell, odkąd po raz pierwszy przeczytałam "świadomie" Shoguna, i Noble House - dziękuję, L.
I, co chyba mówi o mnie najwięcej - jeżeli książka NAPRAWDĘ mi się podoba, będę przeciągać jej lekturę tak długo, jak tylko się da. Owszem, będę mogła przeczytać ją po raz kolejny - ale to nie będzie już PIERWSZE czytanie, jeśli wiecie, co mam na myśli...

To chyba tyle - mam nadzieję, Cintryjko, że nie zawiodłam Twoich oczekiwań :)

Pozdrawiam pourlopowo, w towarzystwie pamiątek przywiezionych ze świata.

Monday, 17 February 2014

Ręce zajęte, a serial w tle

Niniejszym oświadczam, że drugi sezon "Homeland" (na którym zakończyłam oglądanie, ponieważ doprawdy, ILE MOŻNA?) bardzo dobrze sprawdza się jako podkład audiowizualny pod robótki ręczne. Oto dowód.






Szalik Toma Bakera, aka. Czwartego Doktora, bazujący na gamie kolorystycznej z 11 i 12 sezonu bodajże, został wykonany na okoliczność zbliżających się urodzin Sepulki (przez grzeczność nie powiem, których ;)) ) - i wręczony wczoraj, z pewnym wyprzedzeniem, jako antidotum na przeziębienie i dreszcze. "Dzieło" ma dwa metry (plus frędzle), i kontynuuje tegoroczną tradycję dziergania, którą wyrobiłam sobie z powodu ataku wyrzutów sumienia ("tak bezproduktywnie ślepię w te seriale, i co z tego wynika?..."). W przyszłym tygodniu planuję otulacz czajnikowy z Union Flag. Stej tjund.