Poproszono/zaproszono mnie do wyspowiadania się z nawyków i nałogów czytelniczych. Proszęż uprzejmie, i zachęcam do podobnych wynurzeń tych, co jeszcze takowych nie poczynili (ale bądźmy szczerzy, czy ktokolwiek taki jeszcze tu zagląda? Nie zdaje mnie się.)
A zatem.
Jeśli o formę idzie - nie mam czytnika, wciąż biję się z myślami o zakupie takowego i pogłębiam skoliozę nosząc książki w torebce. (ZAWSZE mam książki w torebce. I pamiętnik. I ołówek. I temperówkę.) Zaczynam wiele książek na raz, przeskakuję między nimi i czasami tygodnie całe mijają między rozpoczęciem a zakończeniem lektury. Korzystam z bibliotek, pożyczam znajomym i od znajomych. Niedoczytane/niepolubione książki wystawiam na Allegro. Kupuję na zapas, co skutkuje posiadaniem dwóch podwójnie zastawionych półek z książkami własnymi, na które jeszcze nie miałam czasu. Czytuję pliki wordowskie w pracy, gdy czas na to pozwala - czasami po to, żeby "nadgonić" coś, co czeka na mnie w domu, czasami dlatego, że mam dostęp jedynie do wersji, khem, khem, zapożyczonej z sieci. Do tego dochodzi lektura fanfików: mam to szczęście, że w moich fandomach znalazłam kilkoro fenomenalnych autorów, do których wracam z dużą regularnością. Czytam w wannie, bo lubię. Czytam w środkach komunikacji miejskiej oraz samochodzie rodzinnym (we własnym, co właśnie się sprzedaje na części, słuchałam audiobooków). Po polsku, angielsku, japońsku, incydentalnie (znowu fanfiki) po hiszpańsku i rosyjsku. Rano, przed wyjściem do pracy lub w słoneczne sobotnie poranki, po południu przy herbacie, na balkonie z papierosem i kieliszkiem wina. Nie zaginam rogów, oduczyłam się bazgrania długopisem, ale we własnych książkach zakreślam cytaty ołówkiem i dopisuję własne komentarze na marginesach. Używam zakładek, które nabywam drogą kupna lub sama sobie robię, o, tak:

Nie kończę książek, które mnie nużą i/lub są źle (z gramatycznego, stylistycznego, fabularnego punktu widzenia) napisane. Do fantastyki, szczególnie polskiej, podchodzę z dystansem i długo szukam, zanim zdecyduję się coś przeczytać/kupić. Mam słabość do dzienników, biografii i listów. Reportaże - wybiórczo, ostatnio Theroux i Gimlette. Jestem wierna wybranym autorom, ale i otwarta na nowości: dla przykładu, w ubiegłym roku natrafiłam na Karpowicza i przeczytałam od ręki wszystko, co napisał. Felietony, satyry, fraszki, teorie translatorskie i językoznawcze. Na Weltschmerz Joyce, od niedawna w oryginale (z lekkim bólem głowy). Poezja: baaardzo rzadko. Horrory raczej nie, kryminały w drodze wyjątku. Tak zwana literatura kobieca, lekka, łatwa i przyjemna - proszę bardzo, najchętniej w chorobie, pod kakao i twarożek z cukrem i śmietaną. Steampunk, urban fantasy, sagi nordyckie, powieści dziejące się w dwudziestoleciu międzywojennym i wieku XIX. w Polsce i Anglii: zawsze. Clavell, odkąd po raz pierwszy przeczytałam "świadomie"
Shoguna, i
Noble House - dziękuję, L.
I, co chyba mówi o mnie najwięcej - jeżeli książka NAPRAWDĘ mi się podoba, będę przeciągać jej lekturę tak długo, jak tylko się da. Owszem, będę mogła przeczytać ją po raz kolejny - ale to nie będzie już PIERWSZE czytanie, jeśli wiecie, co mam na myśli...
To chyba tyle - mam nadzieję, Cintryjko, że nie zawiodłam Twoich oczekiwań :)
Pozdrawiam pourlopowo, w towarzystwie pamiątek przywiezionych ze świata.