Wnioski po obejrzeniu Birthmarks: Gregory House zbiera w sobie wszystkie moje fetysze. Jest dojrzałym, przystojnym mężczyzną, sarkazm emanuje z niego jak fale najlepszej wody kolońskiej, jest przepysznie potłuczony emocjonalnie, a mimo tego robi wszystko, żeby ochronić ludzi, których kocha.
Bo żadne inne słowo nie oddaje jego uczuć w stosunku do Wilsona, do Lisy, nawet do jego ekipy.
Głębia House’a jako człowieka czasami mnie przytłacza. Zewnętrznie bywam do niego podobna, z moją związkofobią i generalną potrzebą uciekania od ludzi – szkoda, że nie wystarcza tego podobieństwa na to, co w środku.
Do domu chcę. Zarekwirować mamie płaszcz, skoro pozbyli się mojego czarnego ze stójką, padalce.
Jeśli przeżyję wesele i wleczenie się pociągiem do Torunia o siódmej rano, odezwę się po weekendzie. Miłego!
(Music of the Day: Annie Lennox, Bare)
No comments:
Post a Comment