Saturday, 29 November 2008

Depcząc kobry na polu makowym

...albo co może się urodzić w umysłach dwóch japonistek, rozpracowywujących drinki na bazie absyntu w piątkowy wieczór.

Anyanka (pewnie nikt poza mną jej tak nie nazywa) opowiedziała mi wczoraj o pojęciu z zakresu marketingu: 'chicken ability', czyli zdolności do wypromowania produktu tak, aby stał się równie popularny co kurczaki. Próbowałyśmy następnie wyprokurować polską wersję tegoż pojęcia: najwyższe noty uzyskały propozycje z podwórka wielkopolskiego - pyrność, pyrzastość oraz (niekwestionowane miejsce pierwsze) pyrestwo.

Smakowicie było.

Na przystanku autobusu w kierunku China Town napatoczył się Pacchan, tamże mieszkający: Anyanka do autobusu wsiadła, on wysiadł, i poskarżył mi się, że komunikacja toruńska jeszcze go przeraża (fakt, rozkłady jazdy autobusów mocno przypominają Kodeks Piratów: "they're more like guidelines than actual rules") i nie wie, jak wrócić do domu...

Taak.

Pojechaliśmy razem. Mam nadzieję, że trafił do domu. Zresztą, miał sporo czasu: była dopiero dziesiąta. Ja ze swej strony dotarłam spokojnie i aktualnie, po przespaniu prawie dziesięciu godzin (oszałamiający wynik jak na mnie) słucham Koryckiego i innych szanciarzy z lokalnego podwórka, kończę Sugermana, i piję Earl Greya.

Udanych andrzejek Państwu życzę!

6 comments:

W. said...

"China Town"? W Toruniu jest coś takiego, jak "China Town"? Rozwiń proszę :P

Ja tylko chciałem dodać, że nie tylko toruński rozkład jazdy jest ... niezbyt precyzyjny. Rozkład PKP bywa równie wiarygodny i niezawodny jak Vista :P

Klonowa Wróżka said...

Takie jakby osiedle/ulica, przy ktorej mieszka wiekszosc szeregowych pracownikow Crystal Parku rasy zoltej, oraz sporo tlumaczy. Hence the name ;)

Tenelilli said...

Chciałam powiedzieć ze a) Anyanka to u mnie Ruda Łódzka jest i nie ściągaj
a Anka to Suekko jest po prostu -_-
b) komunikacja Toruńska i tak jest bardziej sensowna niż poznanska była ever, i mówię to przy całej moejej sympatii do Poznania
c) w China Town Wojciechu niemalże mieszkałeś, a przynajmniej ze 2,5 przecznicy od niego.

Anonymous said...

Ja tam wolę "pyrność" :D Brzmi jak "śwarność" i "jurność", czyli ogólnie tak krzepko, przaśnie i kurczakowato :]
A Wasze wszystkie rozkłady jazdy razem wzięte to, w porównaniu do gdańskiego, szwajcarski zegarek pedanta-maniaka z nerwicą natręctw XD The horror is here, I tell you...

Anonymous said...

China Town może być wszędzie ... A tak poza tym, przyjemnie mi się czyta bloga, subtelne zacięcie literackie, czuć w nim ciebie;)

Klonowa Wróżka said...

bardzo mi przyjemnie :)))