Friday, 5 December 2008

Kiedy (...) choroba czytania weźmie organizm we władanie, tak go osłabia, iż staje się podatny na tę drugą zarazę, co drzemie w kałamarzu i ropieje w gęsim piórze. Nieszczęśnik zabiera się do pisania. O ile u człowieka ubogiego, który nie posiada nic prócz krzesłu i stołu pod cieknącym dachem, jest to znośne – nie ma on bowiem w końcu wiele do stracenia – o tyle dola człowieka bogatego, który ma domy, bydło i czeladź, osły i pościel, a pisze książki, jest w najwyższym stopniu godna pożałowania. Zatraca on smak tego wszystkiego; jest dźgany gorącym żelazem, zjadany przez robactwo. Oddałby ostatni grosz (tak złośliwy jest bakcyl), żeby napisać jedną książczynę i zyskać sławę; a przecież wszystko złoto Peru nie kupi skarbu jednej zgrabnej linijki. Zapada więc na suchoty, strzela sobie w łeb, twarzą do ściany. Nie ma zresztą dla niego znaczenia, jak go znajdą. Przeniknął bramy śmierci i zaznał płomieni piekła.

Virginia Woolf; Orlando


Zaczęłam oglądać czwarty sezon wiadomego serialu, i już wiem, czemu Amber zyskała sobie ksywkę Cutthroat Bitch. Nie ma lepszego sposobu opisania jej charakteru. Przaśnie!, jak by to powiedziała Anulka.

Rodzice kupili mi coś na gwiazdkę! I nie jest to rzecz wybrana/zasugerowana przeze mnie! Co się stało ze świecką tradycją: „Mamo, kupiłam sobie to i to, możecie mi oddać pieniądze”? Jestem cokolwiek zaskoczona. Pozytywnie, mam nadzieję.

Wczoraj pożyczyłam im pieniądze. Niniejszym moja rodzina jest mi winna (ogółem) pięciocyfrową kwotę, zaczynającą się od trójki. I ja mam w tej sytuacji kupować mieszkanie, tak?! Ojej.

No comments: