That's ENOUGH, jak powiedział Rayden.
Dzień dzisiejszy udowadnia mi niezbicie, iż coroczne życzenia mojego Taty, składane mi w dniu 8. marca ("Coby cię ta twoja kobiecość jak najmniej bolała), pozostają w sferze niespełnienia. Z piekielną dokładnością, raz w miesiącu, awatar mojego organizmu zakłada ramiona na wklęsłej piersi, i z palcem wskazującym na ustach pyta mnie uprzejmie: "To co, przypomnimy sobie, że jesteś migrenowcem...?" Jakbym była w stanie kiedykolwiek o tym zapomnieć, thankyousobleedingmuch.
W ramach relaksu - i wykorzystując bezecnie nieobecność szefa - postanowiłam oderwać się od oglądania Bad Girls i poczytać książkę. Wczoraj wieczorem skończyłam Ines del alma mia Allende, więc w ramach równowagi - coś z nowszej literaturze polskiej, której szerokim wyborem nęci mnie nieustannie moja przeulubiona biblioteka. Dwie Terakowskie czekają w domu, tymczasem zaś na pierwszy ogień poszła Joanna Fabicka (znana mi głównie jako autorka opowieści o neurotycznym i kostycznym zarazem nastolatku imieniem Rudolf, którymi to pozycjami ze smakiem zaczytuje się moja Mama), i jej "Idę w tango. Romans histeryczny".
Tytuł dobry. Książka śmieszna.
A teraz będę się czepiać.
Po pierwsze, jeśli jedna z bohaterek ma nieustannie popijać mojito, to autorka winna sprawdzić, przed przystąpieniem do pisania, że owszem, mojito się czyta "mohito", ale z pewnością NIE pisze się go przez 'h'.
A po drugie, zastanawiam się, czy wydawnictwo W.A.B., które skądinąd bardzo lubię, nie przyoszczędziło ostatnio na korektorze, i czy w związku z tym ja nie mogłabym wziąć tej roboty?
Doprawdy - opis dyskoteki zaczynający się od słów "W środku było jak w Pompejach tuż po wybuchu Etny", wprowadza osobę, która nigdy w życiu nie była na Sycylii, ale w Pompejach (i na Wezuwiuszu) owszem, w stan nieznacznego pomieszania zmysłów.
Chrońmy literaturę polską. Chyba napiszę do W.A.B., i wyślę im moje CV. Niech mają.
1 comment:
E tam, to nie awatar, to pogoda, rzekłam trzymając się za lewego oczodoła.
A co do Etny - o jasna dupa.
Post a Comment