Saturday, 11 July 2009

Mama pojechała wczoraj na pogrzeb Wujka Jurka, najlepszego przyjaciela mojego dziadka. Przegrał trzyletnią walkę z czerniakiem, i odszedł odpocząć ze swoim przyjacielem.

Powiedziałyśmy sobie przez telefon, że o ile gwałtowność i znienackość (słowo wymyślone przez mamę przy okazji opisywania sposobu, w jaki przyszłam na świat) śmierci dziadka ogromnie wstrząsnęła NAMI, o tyle dla niego był to chyba rodzaj pięknego daru. Odejść bez bólu, bez wielomiesięcznego leżenia w szpitalu, bez świadomości, że twoi bliscy muszą codziennie patrzeć, jak życie z ciebie uchodzi.

Moim ostatnim wspomnieniem dziadka jest dowcipna rozmowa telefoniczna, którą odbyliśmy na dzień przed jego śmiercią. I mimo że wciąż nie mogę o tym mówić spokojnie (pisać, jak widać, już trochę tak) i miewam oczy na mokrym miejscu, zaczynam rozumieć, że on by nie chciał, żebyśmy płakali.

Mam na regale moje ulubione zdjęcie z dziadkami: stoją odwróceni tyłem do aparatu na tarasie widokowym na Okęciu, dziadek trzyma mnie - dwuletnią może - na ręku, i razem oglądamy samoloty.

Obym kiedyś znowu mogła patrzeć w tym samym kierunku co on.

2 comments:

baluk said...

"Odszedl odpoczac ze swoim przyjacielem"?

Klonowa Wróżka said...

Dziadek zmarl w styczniu. Z wujkiem juz wtedy bylo bardzo zle. Teraz przynajmniej juz nic ich nie boli.