Wieczór stygł mi wczoraj na ramionach, kiedy kończyłam wyjątkowo niesatysfakcjonującą lekturę Radia Yokohama.
A potem było tak, jak być powinno - sukienka i szpilki, kieliszek chilijskiego wina, i wiatr w koronach drzew nad stawem. Na trawniku przed Pałacem Radziejowskim, w ramach I Festiwalu im. Jerzego Waldorffa, zaśpiewała dla nas Hanna Banaszak. Melodie Piazzoli, Wasowskiego, Gershwina, Billie Holiday i Ellingtona. Teksty Przybory, Boya-Żeleńskiego, Kofty, Brodskiego.
Na bis zaśpiewała "Modlitwę" Okudżawy, a tuż przed końcem - partię TRĄBKI z uwertury do Dzieci Sancheza...
Tak było mi dobrze. W tłumie byłam wreszcie sama ze sobą, spokojna i pewna siebie.
Idę sobie. Będę dokonywać niemożliwego, o.
ETA:
Z powodu braku prądu, akcja pod kryptonimem "Niemożliwe, a Nawet Niewyobrażalne" została przeniesiona na sobotę, 25. lipca.
No comments:
Post a Comment