Saturday, 18 July 2009

Wieczór stygł mi wczoraj na ramionach, kiedy kończyłam wyjątkowo niesatysfakcjonującą lekturę Radia Yokohama.

A potem było tak, jak być powinno - sukienka i szpilki, kieliszek chilijskiego wina, i wiatr w koronach drzew nad stawem. Na trawniku przed Pałacem Radziejowskim, w ramach I Festiwalu im. Jerzego Waldorffa, zaśpiewała dla nas Hanna Banaszak. Melodie Piazzoli, Wasowskiego, Gershwina, Billie Holiday i Ellingtona. Teksty Przybory, Boya-Żeleńskiego, Kofty, Brodskiego.

Na bis zaśpiewała "Modlitwę" Okudżawy, a tuż przed końcem - partię TRĄBKI z uwertury do Dzieci Sancheza...

Tak było mi dobrze. W tłumie byłam wreszcie sama ze sobą, spokojna i pewna siebie.

Idę sobie. Będę dokonywać niemożliwego, o.


ETA:
Z powodu braku prądu, akcja pod kryptonimem "Niemożliwe, a Nawet Niewyobrażalne" została przeniesiona na sobotę, 25. lipca.

No comments: