1800 kilometrów w samochodzie (w ciągu dwóch dni), ze średnią prędkością 160 km/h. Dwa loty, po 1.5 godziny. Kolacja (kontrahent, niesławny producent aspiryny, płacił) za kilkaset euro, w dawnym dusseldorfskim porcie. Dwie noce w budynku, w którym niegdyś pracował Kafka, a obecnie - nocują rozwydrzone grupy turystów rodem z południa Europy.
Kilkanaście godzin tłumaczenia.
Kwadrans spóźnienia, wskutek którego nie udało mi się wejść do żadnej z praskich synagog. Poprawimy się za dwa tygodnie.
Pięciominutowa rozmowa z szefem, pod hasłem 'A może przeniesiesz się do Pragi na jakiś czas?', odłożona chwilowo do 26. sierpnia.
Trzy informacje o rozwodach moich bliskich przyjaciółek, planowanych, lub w toku.
Zmęczona jestem.
3 comments:
Ja też a tylko to przeczytałam. Ech.
Czy uwazasz, ze masz interesujace zycie?
Do tego stopnia, że rozważam ucieczkę do tybetańskiego klasztoru.
Post a Comment