Po pierwsze: z zasady nie oglądam telewizji, ale TzG jest jednym z nielicznych programów, które śledzę regularnie, ilekroć powracają na antenę. Jest to niejako zboczenie prawie-zawodowe: bądź co bądź spędziłam znaczną część ostatnich ośmiu lat na przeróżnych salach, oglądając treningi i turnieje z udziałem najlepszych tancerzy na świecie (i nie mówię tutaj wyłącznie o kategorii, w której tańczy Młody; kilka lat temu miałam przyjemność pracować przy organizacji Tokyo Open, turnieju klasy Blackpool).
Stąd wynika "po drugie": ośmielam się twierdzić, że trochę się na tańcu znam.
Jest i "po trzecie" - połowę późnego dzieciństwa i wczesnej młodości spędziłam w Buffo i Dramatycznym, na widowni i za kulisami. Były to czasy, kiedy niejakiej Nataszy Urbańskiej nawet się nie śniło śpiewanie czy aktorzenie. Została przyjęta do pracy jako tancerka, zgodnie ze swoim wykształceniem, i tancerką pozostawała, dopóki Janusz J. pozostawał w związku ze swoją pierwszą żoną. O tym, co się stało później, opowiadać nie będę, bo mnie niesmak ogarnia.
Po czwarte: dobrze, że wygrała Mucha. Należało jej się. A jeśli panu Januszowi skończyły się pomysły na spektakle, i próbuje ratować popularność Buffo lansując nową żonę w mediach, niech pójdzie po rozum do głowy i skupi się na, dajmy na to, działalności dobroczynnej. Wszystkim wyjdzie to na zdrowie - zwłaszcza niżej podpisanej, której przez ostatnie tygodnie robiło się niedobrze na widok wystudiowanego, "ach-jakże-skromnego" uśmiechu Urbańskiej. Niech jej ziemia lekką będzie.
No comments:
Post a Comment