Friday, 9 April 2010

Kiedyś w końcu wypadałoby przestać myśleć o napisaniu notki, i porządnie się za to zabrać. Spróbujemy.

Zdaje się, że w międzyczasie mieliśmy jakieś święta. Rozpoznaję to głównie po pośladowym widmie adrenaliny, krążącym wciąż w moim krwiobiegu. Nie było AŻ TAK źle (zdecydowanie lepiej, niż w roku ubiegłym), ale i tak namęczyliśmy się, wysłuchując szeregu nieprzyjemnych uwag skierowanych do nas pod najróżniejszymi pretekstami. W moim przypadku napięcie to zostało rozładowane podczas spaceru po lesie, przy okazji którego udało mi się przeprawić przez rzekę "na dziko" i nie skąpać się w wodzie, po czym radośnie wdepnąć prosto w bagno. Było to doświadczenie tyleż zaskakujące, co (wbrew pozorom) odświeżające, które skutecznie wywiało ze mnie całą złą energię (spożytkowaną na czyszczenie butów i zapieranie spodni). Serdecznie Państwu polecam.

Ogólny efekt wywołany przez święta był natomiast taki, że cały tydzień mam przesunięty w czasie, i non stop wydaje mi się, że jest o dzień wcześniej. (Innymi słowy, mój umysł twierdzi, że dzisiaj mamy czwartek, i pewnikiem obudzę się jutro bladym świtem...) Dodajmy do tego żonglowanie książkami, spotkaniami z ludźmi, zajęciami z języka obcego - a otrzymamy obraz ostatnich kilku dni w życiu Leny. Hrmpf.

Książki! Oto wdzięczny temat... Na ostatnim DKK (który, niestety, okazuje się na dłuższą metę nudnawymi pogaduchami na tematy ogólne) omawialiśmy "Levena" Tomasza Szlendaka. Osobiście uśmiałam się nad tą książką serdecznie: miałam wrażenie, że czytam świetnie skrojoną powieść fantasy z wątkiem kryminalnym, z tym tylko, że bez grama fantastyki. O ile wiecie, co mam na myśli. Taki "Narrenturm", skrzyżowany z celnymi uwagami rodem z przemyśleń Corvina. Miodzio. Z takim to nastawieniem udałam się na spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki, podczas którego dowiedziałam się, że poza mną (i jedną panią bibliotekarką w średnim wieku) nikomu nie udało się doczytać "Levena" do końca, albowiem "był za ciężki", albo "nie mogli się przebić". A w ogóle to większość sądziła, że "książka będzie lepsza".
Postarałam się ukryć uniesienie brwi pod grzywką, i nie zapytałam, co przez to rozumieją. Uważam, że powinno mi się to zapisać złotymi zgłoskami na karcie dobrych uczynków, ot, co.

Prócz książek, które poczytuję w wolnych chwilach w wersji papierowej, jest jeszcze Amber, pochłaniany z konieczności w postaci ebooków. Kończę "Rękę Oberona", i mało mi, mało... (a czasu brak, nawet, o zgrozo, w pracy). Powiadam Wam, szaleństwo. A w odpowiedzi na pytanie, z którym czai się na mnie Mari: z jednej strony Fiona, z drugiej Random, z zupełnie innych powodów ;)

Z kolejnej innej beczki: w Wielką Niedzielę Młody walczył na Pucharze Świata w tańcu na wózkach, i wywalczył brązowy medal w duo (to jest ta kategoria, w której tańczą dwie osoby na wózkach), i szóste miejsce w combi (ze sprawną partnerką) - jeden finał po drugim. Panna od combi, na moje oko wyjątkowej urody leserka, skomentowała ich wynik słowami: "No tak, oboje nie wyrobiliśmy kondycyjnie..." Zaraz, moment, chwileczkę, chciałabym jej powiedzieć. Po wynikach całego turnieju widać, że sędziowie skupiali się bardziej na technice sprawnych tancerzy (moim zdaniem niesłusznie, ale mnie akurat nikt nie pyta), to raz. Młody tuż przed zatańczeniem finału musiał dać z siebie wszystko na tym samym poziomie fizycznym i emocjonalnym w innej kategorii, a ty sobie, dziecino, siedziałaś na krzesełku, to po dwa. Jeszcze jakieś uwagi? Nno.

Strasznie protekcjonalna jest nadal w stosunku do Młodego, mimo że taki młody to on już nie jest. Ale aż mi się przykro robi, jak widzę, że go jedna z drugą królewna z morskiej pianki usiłuje robić w bambuko. Jakby nie dostał od życia dostatecznie ciężkiego bagażu do dźwigania.

Ech, życie, ty durna bałałajko, jak mawia jedna z moich przyszywanych sióstr. Nic to, Baśka, powiadam, i żyję dalej. W ciągu najbliższych kilku godzin - w pociągu do domu, z "Dziewczyną z tatuażami". Mlask.

Miłego weekendu Państwu życzę.

4 comments:

Mari said...

Fiona i Random, powiadasz...8-)
To Ci sie spodoba fanfik :D
Ktory, nawiasem mowiac, zostal wlasnie oddany do skanowania. Potem nastapi szybkie czyszczenia szumow i- sluze uprzejmie :)
Moi ulubieni bohaterowie sie pojawiaja w drugim 5-cioksiagu, ale nie bede spoilerowac.

Klonowa Wróżka said...

...to kiedy będzie można tyn fanfyk przeczytać, powiadasz...? ;) Przydałoby mi się coś na rozpędzenie tego dziwnego humoru, który dziś się zadomowił w granicach naszego kraju ;/

Mari said...

Ja rozpedzalam na nieco smetnych urodzinach Fasolki, ktora- bezczelna- smiala je miec wczoraj.
A co do fanfyku- cierpliwosci, juz blizej niz dalej :)
Aczkolwiek przy wielu rozdzialikach potrzebne by bylo potezne background info, bo tam az gesto od inside joke`ow. Ale mysle, ze damy rade :)

Klonowa Wróżka said...

No ba, my bysmy mialy nie dac? ;)
Trzymaj sie, usciski dla apolitycznej Fasolki :*