Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułam dziś, że wychodzę na prostą. Psychicznie i fizycznie. Brak gorączki, ustąpienie PMS-u u szefa (skłonna jestem przypuszczać, że cierpi on na tę dolegliwość co najmniej dwa razy w miesiącu), realna szansa na odzyskanie danych z japońskiego laptopa, który wczoraj odmówił posłuszeństwa, profesjonalnie przeprowadzona akcja ratunkowa w mojej toalecie (dzięki której dowiedziałam się, że nie ma co liczyć na tzw. 'fachowców' - lepiej od razu uderzać do przyjaciół): no, pięknie jest, Panie i Panowie. Jeszcze chwila, i zostanę optymistką.
Unlikely, jak mawiał Sherlock. Ale pomarzyć - dobra rzecz.
Młody miał się wczoraj rozmówić z dziumdzią: nie udało się, z winy czynników zewnętrznych. Za dobrze go wychowaliśmy - twierdzi, że nie będzie kończył z nią współpracy przez maila, za honorowy jest na to. I tak się to ciągnie i ciągnie, zamiast umrzeć śmiercią nagłą i gwałtowną. Cóż, poczekamy jeszcze trochę.
Z zupełnie innej beczki: ubiegły tydzień zszedł mi na czytaniu Anno Dracula, z którym miałam okazję zapoznać się pobieżnie w czasach licealnych, po czym na długo zapomniałam o jego istnieniu. Jak się okazało, poniekąd słusznie: o ile bowiem sam pomysł mi się podoba, o tyle tłumacza powiesiłabym na najbliższym drzewie, za poślednie ziobro. Drogi tłumaczu, to, co się dzieje z człowiekiem, który staje się wampirem, to na pewno NIE jest "zwrot", ani tym bardziej "zwrócenie". A co za tym idzie, fraza "to be turned" niekoniecznie musi zostać przełożona jako "zostać zwróconym". Nie mówiąc już o innych 'kfiatkach', które atakowały mnie z co drugiej strony, nie pozwalając ponapawać się smaczkami w rodzaju wampirzego elegancika, desperującego nad zniszczeniem mu marynarki, i noszącego nazwisko de Lioncourt... Krótko mówiąc, podczas lektury towarzyszyły mi tak zwane mieszane uczucia, z kategorii "teściowa wpada do rzeki twoim nowym samochodem". Bardzo męczące doświadczenie.
A propos męczących doświadczeń - wyszłam dziś z domu o siódmej pięćdziesiąt, wrócę zapewne przed północą. Jak ja się dałam w to wpakować...?
Miłego popołudnia Wam życzę.
4 comments:
"Zostać zwróconym" - umarłam. :D
Może to wampirowanie takie niestrawne po prostu jest?
A jak ten Tochman?
Przygnębiający, jak to Tochman, ale czytało się przyjemnie - na tyle, na ile umożliwiała to tematyka felietonów...
zwrot akcji ze zwróceniem mnie zabija -_-"
Post a Comment