Friday, 24 June 2011

No, wróciłam.

Ładnie było, o ile nie padało. A padało sporo.

Czytałam na tym wyjeździe (i jeszcze teraz kończę w domu) Króla Bólu, genialnie/generalnie traktującego o chaosie, informacji, granicach człowieczeństwa i niebezpieczeństwach, jakie niesie z sobą wiedza. Słuchałam głównie Trójki (od wczoraj zamienionej na DM, koncert z Barcelony - polecony mi przez taksówkarza zdybanego przy dworcu Wschodnim). Napawałam się zielonością.

A teraz jestem sama w pracy, czytam Żulczyka ("Instytut"), i planuję obiad: pastę z sosem ze świeżych pomidorów z cynamonem, i wegańskim parmezanem. Przy czym od razu zastrzegam: to nie mój patent, ale Natalii Przybysz. Felietony "Zwierciadła" pozytywnie mnie inspirują, o.

I muszę w końcu ufarbować sobie włosy. Zrobię to dzisiaj. Koloru jeszcze nie ustaliłam ;)

Dobrego weekendu - oby jak najdłuższego.

PS. W ramach Ciekawostki Na Dzisiaj: blog o winach, bardzo pouczający. Tylko coś pić się chce...

3 comments:

Ala said...

Fajny ten blog o winach. Pouczający. Co prawda ze mnie żaden smakosz, wino do obiadu lubię rozcieńczyć wodą, po obiedzie maczam w nim ciastka albo ser... no słowem wyrzuciliby mnie z porządnej winiarni. Ale co dobre wino, to dobre wino. ;D

Cintryjka said...

Dobre wino nie jest złe, znać to się nie znam, ale preferuję różowe półwytrawne.
A tak w ogóle - dobrze widzieć nowy wpis:) Bezczelnie więcej wrażeń z lektur poproszę.

Mari said...

A ja wczoraj skonczylam wcinac antybiotyk! Dzisiaj bede w miasteczku i chyba mnie diabli porwa, jesli nie przywioze jakiegos porzadnego hiszpanskiego wina :D
...na pewno zadnych francuskich paskudztw, ostatnim o malo sie nie zatrulam XD Co za kwach...