Saturday, 16 July 2011

'Cause maybe you're gonna be the one that saves me.

Przyjechałam do domu, gdzie jest - jak zwykle - cieplej, słoneczniej i przyjemniej niż w Mieście T. Przynajmniej z pozoru.
Pogrzeb w poniedziałek.
W porównaniu z tym, jak bardzo przygnębieni byliśmy wszyscy po śmierci dziadka (tego "prawdziwego" - ojca mamy), atmosfera jest raczej... swobodna. Daleka od wybuchów frenetycznej radości, ale dojmujący smutek także jest nam obcy.
Bądź co bądź, ten człowiek nie chciał mieć z nami nic wspólnego od prawie dwudziestu lat...

Catholic guilt does not become you, powiedziała wczoraj T., więc już nie desperuję. I staram się ignorować większość z tego, co mówi do mnie rodzina, bo tylko pogłębiam sobie kompleksy, no.

A poza tym - byłam na ostatnim Potterze. Za mało emocji w emocjach, ale Maggie, Helena, Julie i Alan uratowali sytuację. I muzyka dobra. I kilka tekstów ("Wy i czyja armia?!"). Aha: człowieka, który wynalazł okulary 3D, należy komisyjnie powiesić. Jeszcze nie zdecydowałam, za co.

A teraz idę pić z Młodym, bo co nam innego pozostało?...

Wszystkim, którzy mnie wspierali i wspierają, serdecznie dziękuję. Jesteście najlepsi!

4 comments:

Esther said...

Ty jesteś najlepsza, bo pomimo wszystko udało Ci się zachować jakiś zdrowy dystans do całej tej sytuacji. I tak trzymać, nie daj się zwariować.

Ala said...

Za uszy. Powiesić oczywiście. I ja chętnie pomogę, bo od czasu obejrzenia Szreka w trzyde bojkotuję ten wynalazek (o mało oczu nie straciłam wtedy).

Mari said...

Mi kilkanascie razy okulary 3D zsunely sie z tych oryginalnych, moich, przez co w niektorych pelnych napiecia momentach filmu omal nie dostalam zawalu serca, jak nagle cos ciezko mi lupnelo o kosci policzkowe -__-
Ale muzyka piekna, wlasnie jej slucham :D
Sciskam, dear :)

Cintryjka said...

Grunt, to się nie dawać:)