Wednesday, 24 August 2011

"Ja się nie nazywam Jack Sparrow!"

- czyli: moje dobre przeczucia względem Karaibskiej krucjaty Marcina Mortki się, jak na razie, sprawdzają. Dobra rzecz, no. Albo po prostu znów się zafiksowałam na tematach pirackich, i tyle.

Poza tym - skończyłam Alowego Dukaja, jak zwykle genialnego, kupiłam drugi tom "Kronik Żelaznego Druida" (bo to naprawdę zgrabnie zrobione jest, proszę się nie uprzedzać z powodu dziwnej nazwy cyklu!), rozmawiałam dziś dłuuugo przez telefon o... tortilli, i zamknęłam kolejną lokatę celem wyzbycia się zasobów finansowych. (Urządzanie mieszkania jest fajne, no.)

I jeszcze tylko trzeba przeżyć jutro, i można będzie powtórzyć za Melonem: "Scotlaaaand! FREEEEDOOOOOM!" Ale tymczasem - w biurze nie dzieje się NIC (klient ma w tym tygodniu wielką inwentaryzację), jest gorąco i duszno, a na usta cisną mi się słowa: "(Sweet Benedick!) God give me patience!"

Czy coś w tym guście.

To chyba znowu była notka o niczym - proszę o wybaczenie, mózg mi się wygotował.

Miłego popołudnia!

No comments: