Wczoraj umyłam się w mojej nowej łazience.
Nie, nie pod prysznicem. W umywalce. Ale jednak.
Druga ekipa wywalona z domu. Straty poniesione na materiale. "Fachowiec" chcący mnie zaskarżyć za to, że jego pracownicy zużyli jedną z wymiennych części maszyny wypożyczonej do mojego remontu, w związku z czym nie może odzyskać zapłaconej kaucji - do czego, zdaniem czterech kompetentnych osób, nie ma najmniejszego prawa. Czyste szaleństwo, cholerny pech, mnóstwo wyrzuconych w błoto pieniędzy. I stres, stres, stres, płacz po nocach, ziołowe tabletki na uspokojenie, syf w domu, brak czasu, brak sił.
Andzi, Cintryjce, Kindze, Mamie, i Tenel należy się jakiś specjalny bonus od Sił, Które Są, za wsparcie, jakiego mi udzieliły. Sama chyba bym sobie z tym wszystkim nie poradziła. Nie, tu nie ma miejsca na żadne "chyba".
Z bardziej wesołych rzeczy: od początku leczenia u dietetyka spadło mi już 10,7 kilograma. W przyszłym tygodniu przechodzimy do fazy stabilizacji, kiedy to podobno nadal będzie szansa coś zgubić, ale i tak jestem bardzo zadowolona z wyniku. Bardzo, bardzo.
I gdybym tylko miała pewność, że "fachowiec" nie zrobi mi włamu na mieszkanie, byłabym już całkiem zadowolona z życia. Bo resztę remontu powierzę ludziom, z którymi co prawda trudniej jest się umówić, ale tylko dlatego, że są rozchwytywani przez klientów. A to już chyba o czymś świadczy...
3 comments:
Dasz radę, nie ma takiej rury na świecie, której nie można odetkać (powiedziała, mając od wczoraj w kranie błoto zamiast wody:D):)
Już bliżej niż dalej.
Z łazienką już chyba nie może być gorzej, więc powinna nastąpić poprawa. ; ) Gratuluję tych 10,7 kg. : )
A ja jednak pogratuluję. Bo wygląda na to, że remontu już mniej zostało niż więcej. I teraz tylko pozostaje trzymani kciuków za nową ekipę, by okazała się godna tego rozchwytywania.
Pogratuluję Cię też wyniku wagowego.
I twardości charakteru, bo ja to bym chyba takich fachowców, jak Twoi, rozszarpała na szmatki. A potem tych szmatek używałabym do sprzątania w mojej nowej, pięknej łazience.
Post a Comment