Friday, 11 May 2012

Notka, która powinna była się tu pojawić przedwczoraj po południu, ale internet w hotelu zrobił mi wbrew.

Siedzenie godzinami na wystawie technologicznej prawdopodobnie mogłoby doprowadzić mnie do szaleństwa, gdyby nie ebooki – i tych kilkoro ludzi, którzy zatrzymują się przy naszym stanowisku i wywracają mój świat cokolwiek do góry nogami.

Zatem: skończyłam wreszcie Bliznę Mieville’a, i jestem absolutnie oczarowana. Złożoność intrygi, jej wielowymiarowość, i cała idea Armady: no, piękne to było, psze państwa, piękne po prostu. Następną „papierówką”, którą napocznę, będzie zdecydowanie The Iron Council.

Dziś natomiast zabawiam się z trzecim tomem przygód Harry’ego Dresdena, Grave Peril. Przepływa przeze mnie bez sprzeciwu, taka sobie bajeczka o duchach i koszmarach. Czyli: typowy Butcher, rozrywka nie wymagająca ode mnie refleksji ani zaangażowania emocjonalnego. Zostawiam to dla „papierówki” czekającej w hotelu: The Minority Council pani Kate Griffin (mniam!).

Spotkania z ludźmi: przez półtora dnia nie dzieje się nic, a potem nagle podchodzi do ciebie facet, który wygląda jak Leonard Hofschtatter circa 2032, i zaczyna wypytywać o możliwość dostarczenia gotowych rozwiązań do projektu, nad którym pracuje.

W CERN-ie.

Przy Wielkim Zderzaczu Hadronów.

Wciąż jeszcze nie jestem w stanie pozbierać szczęki z podłogi.

Podobna rozmowa z przedstawicielem Czerwonego Krzyża to tylko wisienka na torcie. Tak myślę.


…Oczywiście, gdybym mogła wybierać, rzuciłabym to wszystko w cholerę i wróciła do Berlina. Berlin jest ładny. Proszę zresztą obejrzeć: na zdjęciach, które zrobiłam moim  maleństwem, średnioformatowym Voigtlanderem Bessą z 1938 roku – wywołanych w kuchni Mel w przenośnej ciemni wielkości termosu.







Jestem z siebie cokolwiek dumna, i właśnie pracuję nad trzecim filmem w mojej „karierze”: red scale. Zobaczymy, co z tego wyjdzie…

6 comments:

Disorderly said...

Kiedy zobaczyłam CERN, mózg mi zresetował. Zdarzają ci się niesamowicie fajne rzeczy. :-)

hlv said...

Rozmowa z gościem od Zderzacza Hadronów - rządzisz. :)

Esther said...

Chyba wszystkie tu tak samo reagujemy na nazwę CERN. : )

Zdjecia klimatyczne, filmami tez mogłabyś sie pochwalić. : )

sepulka said...

CERN!
"Oh pick me! Oh I know! I know! Me! Me!" ;)

Disorderly said...

Jedyny słuszny slash-fic do TBBT to Sheldon/LHC. Taka uwaga na marginesie.

Ala said...

Piękne te zdjęcia. Teraz rozumiem, o czym mówiłaś, gdy opowiadałaś o tym sprzęcie. :)