(Ta notka bierze się z nudów zaistniałych z okazji chorowania na anginę w środku lata.)
Twarzoksiążka cisnęła we mnie nie tak dawno temu informacją o książce opisującej czasy rozbicia dzielnicowego: że niby taka polska Gra o tron, itepe, itede... a że zajawka była interesująca, podreptałam do mojej ulubionej księgarni, i przynabyłam. Pozycja była o dziesięć złotych polskich droższa od letnich butów, w które zaopatrzyłam się pięć minut wcześniej. Ale nie o tym mowa.
Ciekawa rzecz, ta Korona śniegu i krwi. Autorka wykonała masę pracy badawczej, docierając do szczegółów, które - o ile są prawdziwe - zafrapowały mnie i sprowokowały do refleksji nad poziomem pokomplikowania (żeby nie powiedzieć: popieprzenia) naszej historii. I czytało się nieźle... jeżeli nie liczyć błędów interpunkcyjnych i ortograficznych, które "wymknęły się" redaktorom (jak można w tym samym zdaniu puścić słowa 'książę' i książe'?!) oraz tak zwanych motywów nadnaturalnych. Zwierzątka herbowe: w porządku (aczkolwiek daleki kuzyn rycerza Trzy Kawki był już zagraniem blisko linii autu), ale żeby od razu mieszać w sprawy śmiertelników Moce, Które Są? No, nie wiem...
Plus za ładne metafory na tak zwane "obowiązki małżeńskie". Nie obyło się bez przywołania rycerskiego oręża i tego, w czym się rzeczony oręż trzyma, ale taka epoka, nie przeskoczysz. Koniec końców: było nieźle, ale nie aż tak dobrze, jak się spodziewałam. Chyba byłoby najlepiej, gdybyście sami przeczytali, Mili Moi, i wyrobili sobie własne zdanie. Mogę w tym celu udostępnić mój egzemplarz - aczkolwiek bydlątko swoje waży, więc wolałabym raczej osobiście niż przez pocztę...
(Z zupełnie innej beczki: byłam w Japonii dni dwa i pół, z czego dwa w fabryce/biurze/na spotkaniu, ale i tak było cudownie. To tyle w skrócie. Idę chorować dalej.)
Twarzoksiążka cisnęła we mnie nie tak dawno temu informacją o książce opisującej czasy rozbicia dzielnicowego: że niby taka polska Gra o tron, itepe, itede... a że zajawka była interesująca, podreptałam do mojej ulubionej księgarni, i przynabyłam. Pozycja była o dziesięć złotych polskich droższa od letnich butów, w które zaopatrzyłam się pięć minut wcześniej. Ale nie o tym mowa.
Ciekawa rzecz, ta Korona śniegu i krwi. Autorka wykonała masę pracy badawczej, docierając do szczegółów, które - o ile są prawdziwe - zafrapowały mnie i sprowokowały do refleksji nad poziomem pokomplikowania (żeby nie powiedzieć: popieprzenia) naszej historii. I czytało się nieźle... jeżeli nie liczyć błędów interpunkcyjnych i ortograficznych, które "wymknęły się" redaktorom (jak można w tym samym zdaniu puścić słowa 'książę' i książe'?!) oraz tak zwanych motywów nadnaturalnych. Zwierzątka herbowe: w porządku (aczkolwiek daleki kuzyn rycerza Trzy Kawki był już zagraniem blisko linii autu), ale żeby od razu mieszać w sprawy śmiertelników Moce, Które Są? No, nie wiem...
Plus za ładne metafory na tak zwane "obowiązki małżeńskie". Nie obyło się bez przywołania rycerskiego oręża i tego, w czym się rzeczony oręż trzyma, ale taka epoka, nie przeskoczysz. Koniec końców: było nieźle, ale nie aż tak dobrze, jak się spodziewałam. Chyba byłoby najlepiej, gdybyście sami przeczytali, Mili Moi, i wyrobili sobie własne zdanie. Mogę w tym celu udostępnić mój egzemplarz - aczkolwiek bydlątko swoje waży, więc wolałabym raczej osobiście niż przez pocztę...
(Z zupełnie innej beczki: byłam w Japonii dni dwa i pół, z czego dwa w fabryce/biurze/na spotkaniu, ale i tak było cudownie. To tyle w skrócie. Idę chorować dalej.)
3 comments:
A znasz inne książki autorki? Północną Drogę, znaczy się? Jeśli nie, to polecam. Szczególnie Ja jestem Halderd.
Ech, zdrowia! Musisz wyzdrowieć przed urlopem, nie? : )
Zasadniczo zgadzam się z Cintryjką. Przy czym dla mnie "Północna Droga" to głównie "Ja jestem Halderd". "Saga Sigrun" jest odrobinę zbyt przesłodzona, a trzecia część z Einarem w roli głównej to kompletna porażka (nawet tytułu nie zapamiętałem). Polecam za to "Grę w kości", osadzoną w bardziej słowiańskich klimatach
Co do "Korony..." - ja też narobiłem sobie na nią apetytu, chociaż teksty o "polskiej GoT" uważałem za przesadę (na polską wersję PLiO lepiej nadawałaby się historia osadzona w realiach Rzeczypospolitej szlacheckiej - nasze rodziny szlacheckie w niczym nie ustępowały takim Lannisterom)
Post a Comment