Wednesday, 28 November 2012

You can have your dreams, but you can't have me

Po pierwsze, The Gamemistress is in (choć miał być WoD: Wampir: Maskarada, a pewnie będzie DW: Time Lord, bo napisał mi się rano dobry scenariusz). W ramach wspomagacza do sesji ma wystąpić absynt w pewnym klubiku jazzowym. Ha!

Po drugie, picie gorącej czekolady z kawą (z papierka, niestety) zamiast śniadania to bardzo dobra sprawa jest.

Po trzecie, Zachcianki, czyli polscy pisarze piszą o zmysłach: w większości w ujęciu erotycznym, choć Dukaj, na ten przykład, wymyślił sobie beztrosko szósty zmysł, i opisał go z perspektywy osoby swoiście upośledzonej, niebędącej w stanie go... odbierać? odczuwać? Wiecie, co mam na myśli. Przy czym jego opowiadanie wcale nie spodobało mi się najbardziej - na kolana powalił mnie Miłoszewski, z tak niespodziewaną i emocjonalnie porażającą puentą, jaką tylko można sobie wyobrazić. Kudos, proszę pana.

Po czwarte, chyba wychodzę z kolejnej dziury? Oddycham powoli, patrzę na świat i myślę sobie: tym razem jeszcze mi się udało. Tym razem jeszcze jestem. To chyba dobrze?

5 comments:

Cintryjka said...

Bardzo dobrze, dostatecznie:)

Ala said...

No, no, tylko spróbowałabyś nie być... ;) Kochana, czekamy, leje tu co prawda jak w jakiejś Szkocji, ale u nas ciepło i przytulnie.

Esther said...

Sesja Doktora..! (w tym miejscu powinno być emotikona wyrażająca bezgraniczny zachwyt). Są gdzieś na świecie kości o wyglądzie Tardis?
I zachciało mi się teraz "Zachcianek". : )

Wspinaj się dalej na tę tęczę. : )

sepulka said...

Zachwyt absolutnie słuszny!
Motyle-buddyści i Rudy Ronald zrobili mi dzień. Merci! ;)

Ainulindale said...

Eheee... Kolejna fajna pozycja czytelnicza się kroi w takim układzie.

Obyś wyszła skutecznie, gdziekolwiek teraz przebywasz :)