Tuesday, 3 April 2012

Gail mnie inspiruje...

Widzę u niej co najmniej kilka zestawów, które chętnie bym na siebie założyła. Ech...

Cóż poza tym? Byłam na weekend w Trójmieście, w wybitnie miłym towarzystwie (i z Cioteczką M. się widziałam!), i wróciłam najedzona, roześmiana, i zainspirowana rozlicznymi formami typografii. Mniam, powiadam Państwu. Dobrze na mnie wpływa to miejsce, i to towarzystwo. Trzeba będzie poważnie pomyśleć o relokacji.

Tymczasem zaś piszę, czytam, gapię się na Tumblr i piszczę z zachwytu nad czerwonym (!) filmem do średniego formatu, który M. przysłała mi z Berlina. I słucham szkockich piosenek, inspirując się do stworzenia kolejnego rozdziału Kompletnie Niepotrzebnego Opowiadania, Które Wydaje Się Sprawiać Ludziom Przyjemność.

I czy wspominałam, że popełniam morderstwo na własnym portfelu, i jadę jednak do Edynburga, starzeć się z godnością? I że obcięłam włosy, i teraz kompletnie nie rozumiem, jak mogłam wytrzymywać z długimi?...

To teraz już wiecie o wszystkim, co się dzieje w moim życiu.

No, może poza tym, że uczę się nowych zwrotów od pewnego Nietoperza. "Wy...", i tak dalej.

Dobrego tygodnia, moi mili!

4 comments:

Esther said...

Krótkie włosy? Czy ja Cię w nich widziałam gdzieś na zdjęciu? Nie? To pokaż! : D
Jeśli możesz mieszkać tam, gdzie czujesz się dobrze, jak najbardziej trzeba się przelokować. : ) O, chyba jednak nie ma takiego słowa...
A od Gail podoba mi się ta czerwona spódnica. Piękna!

Cintryjka said...

Offtop lekki, ale czy Ty nie kupowałaś sobie Sherlockowej koszulki? Fajna była?

Klonowa Wróżka said...

A, nie, nie ja: Esther.

Esther! Fajna ta Twoja koszulka?

Ala said...

Jak szerlokowa to na pewno fajna. :)