Sunday, 7 September 2008

Dziś rano robiłam zdjęcia Jo w pelargoniach i Arancii w słomkowej (?) misie.

Wymieniłam opinie o aktualnym stanie rzeczy w ogólnie pojętym Państwie Duńskim z ludźmi, którzy mnie rozumieją. Wróciłam uspokojona, narozmawiana, z głosem obniżonym o trzy tonacje z powodu papierosów, poważną potrzebą słuchania Alison Krauss i przytulania się do poduszki. I tak sobie myślę, że chyba nie jest mi w tej chwili najgorzej na świecie.

7 comments:

Jo said...

Bardzo się cieszę.

PS. Kot wyszedł ze stuporu.

Klonowa Wróżka said...

raz jeszcze dziękuję za zaproszenie, i przepraszam za przyczynienie się do wprowadzenia kota w stupor ;)

Anonymous said...

Myślę że stupor kota był spowodowany przez całokształt raczej niż przez nas, siss.
Aaa mam net. Nie chce spac.

Jo said...

Stupor kota wywołał Pibis.

Która z Was zostawiła bluzkę i maszynkę do golenia?

Klonowa Wróżka said...

to musiala byc moja siostra! ja sie do niczego nie przyznaje ;)

Tenelilli said...

Wypraszam sobie.Bluzka moja (damn lubie ja oddaj) ale maszynki nawet nie mialam.

Klonowa Wróżka said...

...tym sposobem Jo wzbogaciła się o maszynkę.