Tuesday, 16 September 2008

dzisiejszy wieczór rekonwalescencki nie był, bynajmniej. przeszłam przez kilka intensywnych faz emocjonalnych: od depresji do euforii (wywołanej rozmowami, których nie powstydziłaby się carrie z dziewczynami), z powrotem do depresji, a następnie przez filozoficzną melancholię, kiedy to napisałam pewnego smsa, do stanu względnej równowagi osiągniętego z wydatną pomocą telefonu od pewnej osoby. Miłej Rozmówczyni uprzejmie dziękuję :)

(przy okazji carrie&co. - na imprezie u Jo zostałam wybrana alter-ego samanthy. huh?)

nie radzę sobie z emocjami. wieczór był niewątpliwie przyjemny - szczególnie faza euforyczna - ale niejako zbyt intensywny jak na moje upodobania.

ponadto od wczoraj nie mogę się oprzeć wrażeniu, iż mój największy życiowy błąd polegał na tym, że nie zaufałam swemu instynktowi i nie zostałam w łóżku w dniu swoich dziewiętnastych urodzin, ale zwlekłam się z niego (wstałam z materaca, czyli) i pojechałam na egzamin wstępny na japonistykę poznańską, który to egzamin na własne nieszczęście zdałam. oczywiście zdaję sobie sprawę z co 'przykrzejszych' skutków studiowania polonistyki - że wymienię pokrótce pozostanie pod zgubnym wpływem Contessy i Mandy oraz niewyobrażalny obecnie brak niektórych znajomych - ale kiedy tak policzę wszystkie plusy i minusy wychodzi mi jednak na to, że nauczanie w moim liceum i błoga nieświadomość co do rozwoju intelektualnego przeciętnych obywateli japońskich byłyby warte pewnych poświęceń...

innymi słowy: dzieci, nawet dzieci w liceum, są w większości przypadków niedoświadczone przez los i niedojrzałe, a zatem pewne zachowania można im wybaczyć.

w przypadku japończyków tego typu uzasadnienia się nie sprawdzają.

2 comments:

Jo said...

Już myślałam, że konkluzja będzie "Dzieci, nawet te niedorozwinięte intelektualnie, są o niebo inteligentniejsze od przeciętnego inteligentnego Japończyka".

A co do wyborów: matka moja własna mogła, zważając na świadectwo wyjątkowo nudne, iść na polonistykę bądź Polibudę. Poszła na Polibudę. Dlaczego? Bo za nic na świecie nie chciała uczyć...

Kot właśnie usiłuje uprawiać seks z moimi butami. Może przejąć rolę Samanthy ;)

PS. Polecam się ;)

Klonowa Wróżka said...

...lub pieska Samanthy z wersji filmowej ;)

Fakt, Twój sposób ujęcia tematu jest o wiele bardziej adekwatny. Będę Cię cytować, jeśli pozwolisz :)