Sunday, 14 September 2008
Daniel Handler, ADVERBS
Jeżeli (...) podążycie śladem brylantu z oczka pierścionka mojej matki, czyli z Afryki do Niemiec, a następnie do Kalifornii, Arizony i Wisconsin, śladem brylantu, przemyconego kiedyś do Ameryki w obcasie buta mojej babki, brylantu, który trafił do sroczego dzioba, leżał na żwirowej ścieżce, znalazł się w cudzje powieści i tkwił we wnętrzu ziemi, skąd pochodzą diamenty, to pewnie w końcu zapomnicie o cudzie: to znaczy o tym, dlaczego diamenty w ogóle zdobią ludzkie dłonie. Nie chodzi bowiem o brylanty, ptaki, ludzi ani kartofle; nie chodzi o żaden rzeczownik. Cudem są przysłówki - to, jak coś się dzieje. Na przykład to, jak miłość trwa pomimo wszystkich katastrof; i zobaczcie tylko - tym razem po prostu "zobaczcie", nic więcej się nie kryje za tym słowem - wreszcie udało im się wtaszczyć kartofle do środka! Trzeba było ciąć folię - atrakcyjnie, arcysprytnie i agresywnie, by wymienić tylko trzy przysłówki, którym nie poświęcono żadnej opowieści w tej książce - ale mężczyźni już wnoszą kartofle do środka, oto prawdziwy cud! Cuda nie mogą przydarzać się każdemu - jak w życiu; niektórzy wypadną z gry, zanim jeszcze dostaną jakąś błyskotkę od losu, inni wszystko spieprzą, a jeszcze inni skończą z niewłaściwym partnerem albo partnerką - są jednak i tacy, którzy znajdą miłość. Z pewnością znajdą ją w kimś, kto w końcu się pojawi, na przykład przyjedzie taksówką, i będzie wyglądał atrakcyjnie, arcysprytnie lub agresywnie - albo jeszcze jakoś inaczej.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment