Dostałam dzisiaj maila, który sprowokował mnie do udzielenia samej sobie odpowiedzi na pytanie – po co się męczę, rozpisuję schematy wątków i notuję dialogi, kiedy tylko przyjdą mi do głowy, skoro to, co piszę, jest tylko fanfikiem? Zabijam niniejszym dwa pająki jednym kapciem (przykład z własnego podwórka, a raczej – pokoju), i odpowiadam „na forumnie” publicznym.
Nie musiałam długo myśleć nad odpowiedzią.
Począwszy od końca lipca, tuż przed moimi wakacjami, naszła mnie ochota wziąć się za bary ze światem (?), na którym sama się wychowałam, i z bohaterami, w których wpatrywałam się szklistym wzrokiem od siódmego roku życia, plus-minus. W tej chwili piszę trzeci fanfik z kolei, wyprodukowałam łącznie 43 tysiące słów w 19 rozdziałach. Pierwsza, i najbardziej oczywista, odpowiedź na pytanie PO CO?, brzmiała: bo chcę poczytać sobie coś dobrze napisanego o tej konkretnej parze bohaterów, a w necie nie ma nic interesującego.
Kolejne uzasadnienie wyłoniło się po kilku tygodniach, w miarę jak pojawiały się komentarze.
Ludziom podoba się to, co piszę.
Dlatego piszę więcej. Nie dlatego, że prawią mi komplementy. Dlatego, że największą przyjemność mi sprawia, i największego banana wywołuje na moim obliczu, stwierdzenie zupełnie obcej osoby: Dzięki, sprawiłaś mi tym rozdziałem/opowiadaniem wielką radość.
Lubię sprawiać ludziom przyjemność, tym bardziej, że sama jestem dzięki temu szczęśliwsza.
Tylko tyle, i aż tyle.
Wczoraj ktoś – znajomy, ale to chyba nie jest najważniejsze – powiedział mi, że powinnam pisać przez cały sezon jesienno-zimowy, bo to, co tworzę, wywołuje w tej osobie poczucie ciepła, i uśmiech na twarzy.
Rozpłynęłam się.
Zdaję sobie sprawę, oczywiście, że pod pewnymi względami fanfik stoi niżej w jakiejś tajemniczej niebiańskiej hierarchii niż oryginalne opowiadanie, ale będę obstawać przy opinii, że jako forma literacka fanfik bywa bardziej wymagający. Oryginalne opowiadania pisze się dla ludzi, którzy mogą zaakceptować stworzony przez autora świat „na wiarę”. Pisząc fanfik dostaje się do dyspozycji pewien zestaw kryteriów, które należy spełnić, żeby czytelnicy, zaznajomieni z realiami, w których osadzony, zaaprobowali wizję autora. Wiadomo, każdy widzi pewne rzeczy inaczej, wprowadza elementy, które niby jakoś wynikają z akcji oryginału, choć nie do końca, bo to w końcu autora własne widzimisię kreuje akcję fanfika; ale znowu – stwierdzenie, że ta i ta osoba przedstawiona została w moim opowiadaniu bardzo ‘in character’, przyprawia mi skrzydła u ramion.
Bo okazuje się, że robię coś dla ludzi, a nie tylko dla siebie.
I tak, owszem – kiedyś będę chciała wrócić do swoich, oryginalnych rzeczy.
Jak mi się wyczerpie chęć sprawiania ludziom przyjemności, i uczenia się, jak prowadzić szybką, wartką akcję, z licznymi zwrotami, podziałem na rozdziały i innymi ‘formalnymi’ wymogami fanfika.
Na razie bardzo się tym cieszę.
I tak ma być.
Do zobaczenia, kochani, lecę na pociąg.
1 comment:
You said it, siss :)
Post a Comment