Sunday, 23 November 2008

Jest biało, a będzie jeszcze bielej... Uspokaja mnie to, bardziej nawet niż udziergane wczoraj pół metra szalika. Dzisiaj dam dłoniom odpocząć - książki mi powoli zaczynają piętrzyć się i nawarstwiać na biurku, trzeba coś z tym uczynić. Androgyniczna w wymowie biografia Chagalla, nowy Bruczkowski, "Apokalipsa według pana Jana", Tyrmand, Dukaj - coś się wybierze...

A Marian i Tatuś piszą mi, że dziś będą się rzucać błotem nad Morzem Martwym... Bajki jakieś, mości państwo, bajki!

Przeżywam renesans muzyczny z czasów wczesnego liceum - Goran, Goran! Zapomniałam już, jak słuchanie "Ederlezi" w ciemnym pokoju wycisza człowieka. Pech chce, że "Królowa Margot" leży na jakimś strychu, i trzeba będzie dopiero dokopywać się do niej na wiosnę, przed przeprowadzką.

(Mam wielką nadzieję, że nie robię błędu kupując to mieszkanie tu, i teraz. Chociaż w sumie... dlaczego nie, skoro mnie stać, i mi się podoba? Tchórz z ciebie, Lenka.)

Music of the day: Iggy Pop, "In The Deathcar"

No comments: