W niedzielę, w samym środku finałów Halowego Pucharu Polski w skokach przez przeszkody, zadzwoniła do mnie moja ulubiona kuzynka Agnieszka, żeby mi opowiedzieć, jak to wykłócała się z panią doktor, że jej świeżo wyhodowane maleństwo ma dopiero sześć, a nie dziewięć tygodni.
Bez względu na to, ile by tych tygodni nie było, okazało się, że maleństwo - Agnieszka przeczuwa, że to dziewczynka, i mówi do niej per Gośka - ma sąsiada, w postaci ogromnej torbieli. Agnieszka z Gośką leżą zatem w szpitalu i rozmawiają ze sobą cokolwiek jednostronnie, a ja wiszę na telefonie w ramach etatowego pocieszania, i zagryzam zęby ze złości na parszywość świata jako takiego.
No, zła jestem. I wściekła. I kompletnie bezsilnie się czuję.
Wesołych, kurka wodna, Świąt, kochani.
No comments:
Post a Comment