(Zaraz dostanę w łeb od sporej części moich znajomych, ale trudno, muszę:)
A ja jadę w podróż służbową do Barcelonyyyy!!!
Ochłonęłam, mogę napisać więcej.
W praktyce nie bardzo jest się z czego cieszyć, gdyż najprawdopodobniej dotrę do Katalonii po południu jednego dnia, a wyjadę przed południem drugiego - jedyne wyjście to zaopatrzyć się w napoje energetyczne i statyw do zdjęć nocnych, po czym zignorować istnienie hotelu. Plan jest dobry, choć jeszcze niedopracowany.
W ramach odcinania się od złej i ponurej rzeczywistości w pracy, podjęłam lekturę podręcznika do Apokalipsy, powodowana wczorajszym tworzeniem NPCów. W domu czytam literaturę babską: przepisy na baraninę i pesymistyczne w swym wydźwięku wynurzenia na temat mężczyzn. Ech, życie, ty durna bałałajko.
6 comments:
Ja też jadę. Ale na życie a nie służbowo.
Ale gratuluję.
A kiedy jedziesz? Teraz to się pewnie nie spotkamy, ale kiedyś chętnie Cię nawiedzę ;)
Szynkę suszoną przywieź....
Obiecuję solennie, jeśli tylko będę miała czas :)
20 czerwca wylot.
A kupując wspomnianą szynkę proś o jamona. I nie oszczędzaj, te tańsze mają za dużo tłustego.
To ja sie z moja randka w Tajlandii schowam. ;)
Post a Comment