Tuesday, 2 June 2009

Wielkodusznie zadecydowałam, że nie będę męczyć P.T. Czytelników wybitnie złym angielskim. Bezwzględnie muszę za to przypomnieć pewien wielce głęboki i marketingowo doskonały pomysł, na który wpadłyśmy z Fasolką i Mari w pewnym klubie, na pewnym koncercie:

Owoce. Morza. W. Żelu.

Tęskno mi do klimatu tamtego weekendu, łącznie z brakiem ogrzewania i ciepłej wody. Howgh.

1 comment:

Mari said...

Pomysl nadal jest do zrealizowania, bo jeszcze nie widzialam go na szyldach :D
Nic, tylko leciec do Urzedu Patentowego...8-D