Teksty tłumaczone przy pomocy profesjonalisty spod znaku google, po czym przesyłane mi do sprawdzenia, są nieocenionym źródłem wiedzy o świecie zewnętrznym i wewnętrznym.
Dla przykładu: dziś rano otrzymałam pocztą plik, w którym słowo 'abnormality' uparcie tłumaczono jako 'heterology'.
A ja się dziwię, że mam takie a nie inne podejście do świata... ;)
Zagalopowałyśmy się wczoraj z Lilli, rozmawiając o Złych Rzeczach. Otrzymałam zamówienie na opowiadanie. Się zrobi. Jak się napisze dwa rozdziały z dwóch różnych fanfików, które od wczoraj nie dają mi spokoju.
Poziom mojej weny jest wprostproporcjonalny do poziomu zapieprzu, jaki mam w pracy.
ROTFL.
Jeszcze kilka kwiatków spod znaku zautomatyzowanego tłumaczenia:
Is impracticable rearranging / order done?
Check.
Did you return the material handling that you used to the original position?
...come again?
I worked in the Czech office and was finished and did report it?
Well, I did tell everyone in my home office what I did last week...
I check it at a point in time when all work was finished and do it with the work end at a point in time when I satisfied a check standard.
Hmm. Do I satisfy any check standards? I'm not so sure.
And so it goes, on and on.
2 comments:
LOL. Umarłam na tłumaczenia.
Ponownie Polecam zdjęcie z okładki House'a w przekładzie... dziwnym które jest w 'Zdjęciach na których jestem na FB'
Hasło z word verification do Twojego bloga na dziś: bobbenc
Jaki Bob i jakie bęc. A może benz? :D
Heh, przypomina mi sie chyba najgorsza rzecz jaka musialam tlumaczyc. Specyfikacja tlumaczona przez wiekowego Japonczyka ktory z racji posiadania od lat zony Brytyjki byl przekonany o swojej nieomylnosci w tym jezyku. Przekonani byli tez inni. Na mase moich pytan natury "czy autor mial na mysli?" uslyszalam: "to ty nie znasz angielskiego?". No nie znam. Nie znam kurde.
Post a Comment