Posiadanie zredukowanych do minimum spojówek owocuje dwudziestoma minutami płaczu w drodze do pracy. Pod słońce. Pomimo fotochromów. Jak miło. Ale przynajmniej wyrzuciłam z siebie partię łez, która w innym wypadku zostałaby wyzwolona przez napad histerii lub bezsensowną emocjonalność. Wierzcie mi, wiem, co mówię.
Dziecko się dowiedziało, że pociąg z Warszawy do Wiednia kosztuje w najlepszym razie 58 EUR, a w najgorszym 600 PLN w obie strony. Samolot? Jaki samolot...?
Zamyślałam się dzisiaj. Chyba było mi to potrzebne.
Rzeczy, które napisałam wiele miesięcy/lat temu, wracają do mnie tej jesieni z bardzo dziwnym oddźwiękiem. Dobrym, owszem, ale dziwnym.
(Pamiętacie fantazję House'a o striptizie w wykonaniu Cuddy? Właśnie oglądam wydłużoną wersję tej sceny. OMG. Komuś linka?)
3 comments:
:) Wieden, mowisz. :)
Daj scene, daj.
Linka! Linka!
A Wiedniem się nie przejmuj, coś się wykombinuje. Ja uprzejmie informuję, że w przyszłą sobotę widzę Kevina Spacey na scenie Old Vic.
Jak to się dzieje, że najbardziej się ukulturalniam w Londynie? (oba Tate mam zamiar wreszcie zaliczyć, z naciskiem na Britain: Turner i prerafaelici)
poprosze
Post a Comment