Monday, 9 November 2009

Ziew.

Niskie ciśnienie atmosferyczne nie wpływa na mnie pozytywnie. To był eufemizm, oczywiście.

Weekend spędziłam kreatywnie, kopiując z jednego pliku do drugiego, i uzupełniając brakujące fragmenty w celu uzyskania spójnego tekstu. Łącznie wypracowałam kilkanaście stron - jestem z siebie minimalnie dumna. W międzyczasie skończyłam wybitnie interesującego (z formalnego punktu widzenia) Erskine'a oraz niepokojącego Diablaka, zakupiłam kolejne trzy pozycje (empik jest ZŁY), i obejrzałam w telewizorze Skrzynię umarlaka. Do dziś nie mogę się zdecydować, czy udusić tłumacza za zrobienie z Rzemyka Sznurka, czy też wycałować go gorąco za "małpę-wstańkę" i "Jaja-mu rachu-ciachu!". W związku z tym, wczoraj włączyłam na moment At World's End, ale zdekoncentrował mnie telefon od rodziny, którą wygnałam do ż-dowskiego DKF-u na Wielką ciszę. Się podobało się, z tego co słyszałam. Cieszy mnie to wielce; może i mnie uda się w końcu zobaczyć ten film, cooo?

A tak poza tym - mam dość bycia blondynką. I może wezmę sprawy we własne ręce, bo idea fryzjera jakoś nie napawa mnie w tym miesiącu entuzjazmem.

PS. Któż to mnie tak intensywnie poszukiwał dzisiaj z aliasu UW? Przyznać się bez bicia, proszę ;)

3 comments:

Mari said...

Przyczytalam `zydowskeigo DKFu`, i przez moment sie zawiesilam: to wy tam takie rozroznienie macie? O_O :DD
Fryzjer- zuooo. Ja ide do kolezanki, moze co wyjdzie ciekawego na mojej glowie :D

Tenelilli said...

LOL.Mialam cos konstruktywnego do powiedzenia a Mari zabila mnie mentalnie. PFFFF

Anyway to niie ja cie scigalam.
widzialas House'a???

baluk said...

Jeśli chodzi o włosy to zawsze biorę sprawy w swoje ręce. Efekt jest piorunujący.