Innymi słowy, przyjechałam wczoraj do miasta pod kryptonimem Torino/Toronto (przy czym "przyjechałam" oznacza dwie godziny przestane w umywalni wagonu drugiej klasy, bo nie było dla mnie miejsca na korytarzu), wydałam nieprzyzwoitą kwotę na zdrową żywność, ugotowałam słodką zupę z kukurydzy (zebrało mi się bowiem na wspominanie zimy w Japonii, i pożywiania się takową zupą prosto z gorącej puszki 'wypadłej' z automatu), po czym poszłam do kina na przedpremierowy pokaz Sherlocka Holmesa.
Mniam.
R. D. Jr. przypomina mi chwilami Jeremy'ego Ironsa (możliwe, że to kwestia przesunięć w moim mózgu). Ładnie nakreślone postaci. Mistrzowsko pokazane wzajemne manipulowanie sobą przez Holmesa i Watsona (albowiem kto powie, że Watson jedynie ulega manipulacjom, ten chyba był na innym filmie). Przyjemnie pokazane procesy dedukcyjne. Muzyka! Zimmer, który nie trąci Zimmerem, sporo naleciałości irlandzkich, dużo skrzypiec (no, kto by się spodziewał...). Mało drażniące efekty specjalne. Przekomarzanie się Watsona i Holmesa - bezcenne. Mam wymieniać dalej? ;)
Miły filmowy początek roku, innymi słowy. A w piątek wchodzi Parnassus, i będzie jeszcze milej. I nie, nadal nie zadecydowałam, co począć w kwestii Avatara. Ogladać, czy-li nie oglądać? Ech, dylematy, dylematy.
Koniec notki dygresyjnej. Miłego dnia!
4 comments:
Ano właśnie. Na Sherlocka szłam zupełnie nie wiedząc, czego się spodziewać. A nawet - spodziewałam się rozczarowania, toteż przygotowałam się na drzemkę w kinie. I bardzo miło się rozczarowałam.
OGLĄDAĆ!!!
Ja też ze sobą walczę odnośnie Avatara, bo tematycznie film mnie znudził, zanim się jeszcze zaczął :P Ale jeszcze nie widziałam niczego 3D, więc chyba się jednak skuszę, ale tylko z tego względu :D
Mari -> no właśnie, mam podobny problem :/ A nie mając obecnie głowy do problemów, pójdę na Parnassusa ;D
Post a Comment