Wednesday, 10 March 2010

Curioser and curioser

Najnowszy odcinek House'a był o blogowaniu. Hmm. Hmm.

Czy wiecie, że w Hiszpanii opóźniono premierę "Alicji" o miesiąc? Wszystko przez niesamowity wręcz popyt na "Avatara". Szkoda mi Hiszpanów - przynajmniej tej ich części, która nie zdecydowała się na "nabycie" filmu drogą nielegalną. Albowiem "Alicja" sprawiła mi przyjemność (jeżeli nie liczyć bólu oczu, który zawsze nawiedza mnie przy filmach 3D). Nie jestem jakoś szczególnie powalona na kolana i oszołomiona, ale dostałam to, czego się spodziewałam, z kilkoma niespodziewanymi bonusami (zupełnie zapomniałam, że Stephen Fry dubbingował Kota, i kompletnie się nie spodziewałam tak dobrej Białej Królowej - go, Anne!). Oczywiście, wolałabym, żeby trochę inaczej poprowadzono wątek Alicji i Kapelusznika (dlaczego mnie to nie dziwi...?), ale od czego są fanfiki? Nic szczególnie dobrego się jeszcze nie pojawiło, ale nie tracę nadziei. Ha.

Zostały mi trzy rozdziały do końca trzeciego tomu PLO. Z całkowitym spokojem odkładam go na bok, i zabieram w delegację "Gulasz z turula" i "Wicked". Albowiem co za dużo, to nie zdrowo... ;)

Miłego dnia, Moi Drodzy.


PS. Dałam się ukłuć, odebrałam wyniki, i nadal nikt nie wie, co mi jest. Ha.
PSS. "Zamach na MoCarta" przedni. Kompleksowy masaż mięśni twarzy zapewniony. Polecam!

1 comment:

Tenelilli said...

Patrz jeszcze nie mam nowego House'a.
Nawet po tym genialnym odcinku o Cuddy mam juz troche syndrom wypalenia jeśli chodzi o Grzesia H.
To już chyba syndrom rozkładu serialu, kiedy dwa najlepsze odcinki sezonu opowiadają o innych postaciach (Cuddy, Wilson). Co do Alicji mam przemyslenia podobne, minus przemyslenia o 3d. Do lina weszlam z bólem głowy i wyszłam z podobnym ,może mniejszym. Ale też wiem że toruńskie 3d jest do dupy.