Friday, 30 April 2010

Chyba mamy mysz pod kanapą. Ot, uroki posiadania kota-łowcy w środowisku wiejskim. Aha - informacja dla Ali: ja się jaszczurki nie bałam, mama bardziej - teraz zwierza już nie ma, podobno objawił się dzisiaj w przedpokoju i został wyproszony z domu na szufelce. Ale delikatnie, i żywy, co najważniejsze.

Wróciłam. Chwilowo mam dosyć wszelkich pociągów, zwłaszcza polskich. I głowa mnie boli po niecałym piwie, chyba ze zmęczenia. I jeszcze o niczym nie myślę. Na razie zachowuję się prawie jak kocica, która swego czasu kładła się na telewizorze (kineskopowym) i próbowała łapać bile snookerowe. Nie głaszczę, co prawda, ekranu, ale miło mi się ogląda, w półsennym amoku, jak Robertson ładnie prowadzi w półfinale mistrzostw.

A teraz powiem: dobranoc...

PS. Ainu ma bloga! :D

4 comments:

Ala said...

Ja bym się bała. Kto to wie, co taka jaszczurka może... :)

Gdzie ma tego bloga??

P.S. Dobranoc. Szczególnie po tych pociągach.

Klonowa Wróżka said...

Sprawdź proszę komentarze do mojej poprzedniej notki, a niezawodnie znajdziesz stosownego linka w Jej profilu ;)

Już, już idę spać, naprawdę... ;)

Ala said...

Znalazłam, znalazłam. Dobranoc:)

Ainulindale said...

Pełna inwigilacja normalnie! ;)