Monday, 10 May 2010

Biez pól litra nie razbieriosz.

(Autorka z góry przeprasza za nastrój emocjonalny poniższej notki, oraz za pisanie 'wam' zamiast 'Wam', ale jeżeli nie skanalizuje złej energii, to chyba po wyjściu z pracy zwyczajnie komuś, excusez le mot, przypierdoli.)



...a wracając do tytułu wpisu - na picie nie mam dziś szczególnych widoków, ale fajki trzeba kupić, bo inaczej rozniesie mnie na strzępy.


O mnie możecie mówić, co wam się żywnie podoba, droga rodzino dalsza. Zagryzę zęby, albo wprost przeciwnie - odpalę coś głupiego, aż wam w pięty pójdzie, i odgwiżdżę koniec zajścia. Ale od moich rodziców i brata proszę się trzymać z daleka, bo pobiję, pogryzę, i po co wam to?

I jeszcze -- jeżeli cokolwiek się stanie mojemu Ojcu, będącemu na skraju wytrzymałości fizycznej i psychicznej, na skutek jakiejś głupiej, nieprzemyślanej i egoistycznej uwagi, której jego organizm zwyczajnie nie będzie w stanie rozładować i zneutralizować wewnętrznie: to ostrzegam, oddam wam to z nawiązką. Bójcie się.

Bardzo się bójcie.

2 comments:

Jo said...

Oho. Coś w przyrodzie dziwnie się dzieje, wkurw krąży.
Będziesz w weekend w Toruniu?

Klonowa Wróżka said...

Obawiam sie, ze w piatek wyruszam na urlop - w Toruniu bede dopiero pod koniec maja :(
Co ma te dobra strone, ze przynajmniej rodzice mi odrobine odpoczna.