Innymi słowy, skończyłam Lód. (Grzegorz, bądź ze mnie dumny! ;D)
Nie chodzi o to, że źle mi się go czytało - bo czytało mi się fenomenalnie; Węgierski Hrabia połączył Syberię z rzeczywistością alternatywną, zimą (Zimą), dyskusjami o prawdzie i wolności oraz przepięknym (subiektywnie!) językiem. Żeby w pełni wejść w ten świat, potrzebowałam bardzo specyficznego klimatu - i tak się złożyło, że wczorajsza niedyspozycja fizyczna zbiegła się z weną potrzebną do przeczytania ostatnich dwustu trzydziestu stron.
Mrrr. Kiedyś zrobię to jeszcze raz.
6 comments:
Czyli wygląda na to, że jestem jedynym dziwakiem, który nadal twierdzi, że książka jest przefizolofowana, co strasznie ją spowalnia.
Może będę musiał w przyszłości (dalekiej) przeczytać ją ponownie, by móc potwierdzić lub zrewidować poglądy.
A na tą chwilę zabrałem się za "Inne Pieśni". Czytam.
No i brawo. Ja też czytałam Lód długo, też czekałam na nastrój i moment. Ale nie wiem, czy powtórzę, jak dla mnie jest jednak nieco przegadana. Trochę podobny schemat jak z językami obcymi u Sapkowskiego - w umiarze doprawia, w nadmiarze robi się ciężkostrawny.
@ Hoshi-wk. Hehehehe... cieszę się, że przyda się na coś innego, niż napalenie w kominku :D
A ja doszłam do tego, dlaczego tak mi to zasmakowało - weszłam w rezonans z autorem, czytałam mniej więcej tak długo, jak on pisał ;D
A ja sobie przypomniałam koło strony 540, dlaczego tak serdecznie nie znoszę człowieka, który się swego czasu "lodem" zachwycał, a że główny bohater mi się nieodmiennie z nim kojarzy, książka leży i czeka. Aż mi wkurw minie.
"Lód" jeszcze przede mną (kieedyś, może w przyszłe wakacje?), ale przeczytałam "Inne pieśni" i jestem zachwycona. : )
Gratuluję wytrwałości w czytaniu.
Post a Comment