Różne rzeczy, mniejsze i większe, podtrzymują ostatnimi czasy mój dobry humor.
Dla naprzykładu: czytam sobie spokojnie Memoirs of Sherlock Holmes, przynabyte w Meiringen, i dochodzę do kolejnego już wywodu, w którym mój prawie-ulubiony detektyw tłumaczy, jak z drobnych przesłanek wysnuł szeroko zakrojoną teorię - a Watson słucha go, i jest oczarowany. Czemu daje wyraz słowem i didaskaliem:
"My dear Holmes!" I ejaculated.
Niżej podpisana wyje radośnie. Szczęśliwym trafem, w pobliżu nie ma nikogo, kto chciałby zakwestionować jej poczytalność.
Albo na inny przykład: wczoraj wieczorem loguję się do gry internetowej typu 'zbuduj własne miasto', i dowiaduję, że dodano nowy element wystroju w kategorii "Terrain": cmentarz. Jako miłośniczka cmentarzy w każdej postaci, zakupuję go - i otrzymuję informację, że dostępny limit populacji miasta został zwiększony o dziesięć tysięcy. Zaliczam glebę na własnej podłodze.
Albo - wchodzę do Taniej Książki na Nowym Rynku, i wychodzę z Packową Maskaradą za 9,50.
Albo - spotykam się z Sepulką, i jest wybitnie przyjemnie i sympatycznie.
Albo... daję sobie do myślenia. W dobrym kierunku.
I piątek jest, no. Miłego weekendu Państwu życzę.
2 comments:
Pracuje -_-`
Ale slowa Watsona przyprawily mnie o doskonaly humor :DDDD Oh he did, didn`t he...}8-)))))
Maskarada wymiata:))
Post a Comment