Monday, 13 September 2010

10 rzeczy, które lubię

- czyli łańcuszek zapożyczony od Agnes. Taki mój prywatny odpowiednik "fuck-yeah-box", wymyślonego przez Moreen.

1. Herbata czarna z aromatem bergamotki, powszechnie znana jako Earl G.
2. Książek nabywanie, z biblioteki wypożyczanie, czytanie, wąchanie, na półkach układanie; ołówkiem/długopisem po nich bazgranie.
3. Seriale medyczne i kryminalne, ze szczególnym uwzględnieniem wątku pracy patologa/antropologa*.
4. Sukiyaki z surowym jajkiem.
5. Kobiety po czterdziestce. Jak dotąd - jedynie teoretycznie ;)
6. Podróże samotne, w dalekie strony.
7. Wszelkiej maści eseje i felietony.
8. Muzyka filmowa.
9. Szkocja na wiosnę.
10. ...i ta świątynia zen w Dazaifu, na której werandzie tak dobrze się śpi... eee... medytuje ;)


* Nie wiem, co bym zrobiła, mieszkając w Stanach, i mając do wyboru House'a, Castle'a i Body of Proof - w tym samym czasie, na różnych kanałach. Dużo przyjemności od 20. września, drodzy Amerykanie.

2 comments:

Mari said...

Bardzo przyjemna weranda to była zaiste :D Dobrze, że pan Michizane był w łaskawym nastroju tamtego dnia i nie zesłał Ci koszmarów :D
Może on się postanowił mścić tylko na Japończyków? No proszę, jaki miły upiór }:D

Tenelilli said...

Chyba wybrałabym CAstle'a a nagrala reszte tylko u mnie jeszcze jest Chuck.