Cholerna dziumdzia przyjechała na MŚ dziś rano (reprezentacja jest w Hanowerze od piątku), bo wczoraj miała Mistrzostwa Polski. Nie to, że medal zdobyła, nie, no co wy. Odpadła w półfinale. W standardzie - to ta kategoria, w której partnerka mniej lub bardziej wisi na partneru, FYI.
Za to mój brat, broniący tytułu mistrza świata w łacinie, namęczył się z nią, naszarpał - twierdzi, że plecy go niemożebnie napieprzają - ale sam nie zdołał ich wyprowadzić z ćwierćfinału. Podobnie w duo (z drugą partnerką), choć trochę lepiej: odpadli w półfinale.
Namordował się, zestresował, i tyle. Na dziewięćdziesiąt dziewięć procent był to jego ostatni turniej, bo szarpaniny - dosłownej i w przenośni - ma już dosyć i on, i wszyscy dookoła.
Straszny kwas. Ale i tak jestem z niego cholernie dumna.
1 comment:
Słusznie jesteś dumna. :)
A nie da się wymienić partnerki? Na lepszy model?
Post a Comment