Friday, 21 January 2011

Od piątku do środy studentki z parteru próbowały mnie przekonać do słuchania disco polo. Punkt uderzeniowy ulokowały pod moją sypialnią, toteż przebywanie w niej stało się, delikatnie mówiąc, wysoce nieprzyjemne. A na pukanie do drzwi nikt nie reagował. W końcu napisałam uprzejmą, acz stanowczą prośbę o przestrzeganie ciszy nocnej, i przykleiłam im do drzwi.

No, to zaczęły przestrzegać. Innymi słowy, do 21.59 muzyka napie...a, aż miło, a o 22.00 - cichnie.

Gwoli uściślenia: w sypialni, pomieszczeniu rozmiarów iście mikroskopijnych, zmieścił się jakimś cudem mój kącik do pracy - biurko, netbook, aktualnie męczone książki, materiały do nauki języków etc. Innymi słowy, jakiekolwiek działania wymagające użycia biurka również zostały mi uniemożliwione przez zmasowany atak na moje bębenki.

Wczoraj, kiedy straciłam cierpliwość i przemeblowałam mieszkanie (większy pokój jakoś się uprzytulnił dzięki wypełnieniu jednego kąta biurkiem z przyległościami), "dziewczątka" wybyły z domu, pozostawiając po sobie błogą ciszę.

Ale i tak cieszę się z dokonanej zmiany. Moja sypialnia zwyczajnie nie nadaje się do tego, żeby robić w niej coś poza tymi rzeczami, do których potrzebna jest namiastka łóżka (sypiam na materacu rzuconym na podłogę). Być może wyraźniejsze rozgraniczenie funkcji poszczególnych pomieszczeń w moim mieszkaniu pomoże mi się zmobilizować do pracy, i skończyć kilka rozgrzebanych projektów. Nie byłoby to złe, prawda?...

Tymczasem jednak pozostaję beztroska (choć zestresowana), zainspirowana steampunkiem i zaczytana w mnóstwie książek jednocześnie. I mam kilka powodów, żeby się uśmiechać.

Miłego weekendu!

9 comments:

Cintryjka said...

I te powody są najważniejsze:))

mali-gna said...

A ja Ci życzę, by sąsiadki z dołu szlag trafił. ; P

Jo said...

Kochana. Bierze się radio. Ustawia na najbardziej dostępną stację. Bierze się głośniki. Podłącza do radia. Kładzie je twarzą do ziemi. Włącza się radio. O szóstej rano w niedzielę. I wybywa z domu, bo nikt normalny tego nie zniesie.
Sąsiadki zza ścian mojej sypialni tego radia słuchały, w niedziele. O ósmej. Przestały po tym, jak uczyniłam wszystko, co opisałam powyżej, prócz dwóch szczegółów:
a) głośniki stanęły przy odpowiednich ścianach sypialni
b) leciał z nich Paradise Lost.
...skąd mogłam wiedzieć, że na Czwórce dają w niedzielę rano taki zajebisty metal...?

W. said...

Wiele lat temu, w akademiku z Nankinie przeprowadziliśmy taki eksperyment z głośnikami w szafie przylegającej do wrażej ściany oraz płytą "Dimmu Borgir" nastawioną na odtwarzanie ciągłe. Na disco-arabico zadziałało fantastycznie.

Disorderly said...

Manson również działa, podobnie jak "Jambi" powtarzające się w pętli przez kilka godzin. Oba sposoby wypróbowane.

sepulka said...

Z kolei ja polecam Arię Królowej Nocy w wykonaniu Florence Jenkins. W ogóle wszystko tejże pani polecam. Działa odstraszająco nawet na tych, którym słoń na ucho. Wypróbowałam :)
Na współlokatorkach, rzecz jasna :)

Mari said...

Ja nie siegalam po Mozarta, ale wraz z kolega z drugiego pietra po dobre stare Prodigy w podworku-prawie-studni, puszczone z parapetu okna, cudownie polozylo kres recitalowi disco-polo, jakim nas raczyl jeden z sasiadow. A my za to mielismy niemal koncertowa jakosc dzwieku przy @Smack my bitch up` :D

Tenelilli said...

Ach ta dzisiejsza młodzież! :D

Tenelilli said...

A przemeblowanie i tak zajebiste.