Innymi słowy, skończyłam Wampira z M-3 Pilipiuka: zabawną, leciutką lekturę, w której zgrzytało mi głównie uporczywe nazywanie przez autora dworca Warszawa Powiśle - Warszawą Ochota. Czyżby tak Pan Pisarz, jak i P.T. korektorzy, nigdy nie byli w barze Wieżyca, mieszczącym się pomiędzy tymże dworcem a budynkiem Muzeum Narodowego?... No trudno. Ominęło ich "żywe" piwo z browaru w Nałęczowie, serwowane w litrowych kuflach.
Poza tym jednak, książka całkiem przyzwoita. Wynurzenia na temat "Coollenów", wampirów z Ameryki, co to aby się wyżywić, muszą pozagryzać kilka kotków/wiewiórek/sarenek na głowę, i jeszcze śmią to nazywać 'wegetarianizmem' - przednie. ("A Edward jest z nich najgorszy! - Nie przejmuj się Edwardem, przecież to idiota...") Żul Wieczny Tułacz, Wędrowycz na gościnnych występach w stolicy, handlarze z Różyckiego, czy świeżo wskrzeszona mumia egipska spadająca z Mostu Poniatowskiego - takoż.
Polecam, w ramach odprężenia po ciężkim dniu.
2 comments:
A jak Głowacki? Mam go w kolejce, ale jestem ciekawa, co sadzisz, bo opinie są mocno rozbieżne.
Podobal mi sie, nawet bardzo - taka rozchwiana, troche deliryczna narracja: jak raz wpadlam w rytm, nie bylam w stanie sie oderwac. Choc trzeba przyznac, ze merytorycznie miejscami ciezka do zgryzienia.
Post a Comment