Jak przyjemnie spędzić czwartkowy wieczór w jednym prostym kroku: iść do kina na przedpremierowy pokaz On Stranger Tides.
Kilka kultowych tekstów ("I support the missionary's position!"; "Co, starszy pan nie może mieć hobby?!"; "Alright, feelings, damn you!", etc.). Świetne nowe postacie (Czarnobrody! O mamo...). Genialne role epizodyczne (Captain Teague!!!), w tym jakieś 25 sekund Judi Dench. Dobra muzyka: znane motywy, plus przyjemny kawałek na otwarcie, plus Rodrigo y Gabriela - ahh, bliss!
Innymi słowy, idźcie i zobaczcie - pomimo 3D i kilku nie-do-końca-przekonywujących motywów, film daje radę. O.
Tymczasem jesteśmy właśnie w trakcie bardzo trudnego (z fandomowego punktu widzenia) tygodnia: większość oglądanych przeze mnie seriali weszła w hiatus, albo uczyni to w ciągu najbliższych dni. Z jednej strony, lato daje człowiekowi możliwość zapoznania się z rzeczami, które trzyma w pudełku z tyłu głowy, oznakowanym "Kiedyś Na Pewno To Obejrzę" (BSG), ale z drugiej - jak to? mam CZEKAĆ, żeby się dowiedzieć, co będzie dalej z moimi ulubionymi bohaterami?!... Kompletny bezsens.
W ramach uporządkowania sytuacji, mój osobisty Best Of z ostatnich (tygo)dni - z pominięciem wszystkich spoilerów, które można/trzeba pominąć:
1) Po Dziurki W Nosie, albo: I po co nam kolejny sezon? - House. Nigdy nie przypuszczałam, że takie słowa padną kiedyś z moich ust, ale enough is enough, Mr. Shore. Szczególnie że bez Lisy zanosi się na bryndzę.
2) Oh No They Didn't!, albo: Swobodny opad szczęki - The Big Bang Theory. Tutaj nie da się nic powiedzieć bez zdradzania zakończenia, więc zmilczę. Ale zadowolona nie jestem.
3) Cliffhanger, Or What?, albo: Uniesienie brwi - Castle. Dobrze, że pewne rzeczy zostały w końcu wypowiedziane, ale odcinek sprawiał wrażenie przeładowanego emocjonalnie, a przez to był cokolwiek męczący.
4) Piękne Zamknięcie, albo: 30 sekund radości - Bones. Wielkie brawa dla scenarzystów, którym udało się upiec przy jednym ogniu trzy pieczenie: inkorporację rzeczywistości do serialu, zadowolenie fanów, i utrzymanie wiarygodności bohaterów. Tak się powinno wykonywać tego typu posunięcia, panie Shore. Będzie pan uprzejmy wyciągnąć naukę na przyszłość (choć w sumie na tym etapie pomoże nam to jak umarłemu kadzidło).
5) Getting It Going, albo: Dzieci i windy - The Good Wife. Tu także zmilczę, bo brak mi słów. O.
6) Jeszcze Nie Kończymy, albo: Nowe horyzonty - Body of Proof / Mortal Kombat: Legacy. Albowiem w obu gra Jeri Ryan, a poza tym: w BoP jest Dana Delany, a w MK:L - bohaterowie mojego wczesnego nastolęctwa. I jeszcze Game of Thrones, bezdyskusyjnie najlepszy debiut serialowy ostatnich tygodni.
A jeżeli komuś się wydaje, po lekturze powyższego zestawienia, że nudzę się w pracy, niech pospiesznie zamilknie i nie wychyla się z podobnymi herezjami. Pierwszy w miarę spokojny przeżyty tydzień od WIEKÓW. Aż nabrałam ochoty na posprzątanie mieszkania w sobotę.
Miłego weekendu Wam życzę! (Chyba, że jednak będzie koniec świata; w którym to wypadku: miło było Was znać... ;))
2 comments:
A czy ow koniec byl w planach? Nikt mi jak zwykle nic nie mowi! :P
Argh, MK:Legacy odcinek siódmy... domniemam, że ucho Ci zwiędnie :D
Post a Comment